Forum Król Lew Strona Główna Król Lew
RPG [PBF] w realiach 'Króla Lwa' Nowy adres: http://pbf.krollew.pl/
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Forum przeniesione na adres: http://pbf.krollew.pl/
lis

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
LuraBBL
Duch
<b>Duch</b>


Dołączył: 08 Paź 2006
Posty: 2125

PostWysłany: Sro Paź 22, 2008 3:11 pm    Temat postu: lis Odpowiedz z cytatem

I
Lis w potrzasku


Lis złapany. Wpadł w sidła. Śmierć się do niego uśmiecha i kościstymi palcami gładzi jej futro. Już w oddali pojawił się oprawca. Wieśniak z nożem. Czy to już koniec? Już stoi obok. Jego silna ręka podnosi się w górę.
-Proszę nie zabijaj mnie.
-Lisie muszę.
-Błagam, nie mam dzieci, nie mam rodziny ale błagam, opowiem ci historie jeśli cię urzeknie to mnie oszczędź błagam. Bo widzisz żyje już dziewiąty raz ostatni.
-Dobra zgadzam się.
-Kiedyś wpadłam już w potrzask ale wtedy byłam jeszcze młoda i... zacznijmy od początku...


...Miałam wtedy 3 tygodnie i byłam ciekawska, był to kolejny z dni w którym uciekłam matce by oglądnąć trochę świat. A świat była, taki ciekawy. Usłyszałam strzał. Piekielny grzmot raniący uszy. Pobiegłam zobaczyć co się stało. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że właśnie to był strzał. Pierwszy raz wtedy zobaczyłam ludzi i to co widziałam nie było przyjemne. Do dziś to pamiętam i śni mi się to po nocach.
Mieli moją matkę, zdzierali z niej skórę. Wiedziałam, że matki to nie ostatnie jej życie, więc pozostało czekać, aż się odrodzi. Ale to co zrobili z jej ciałem zabiło ją na dobre. Wrzucili je do ognia, a rano gdy zbierali się popiół wrzucili do rzeki, straciłam nadzieje... Tak zostałam sama. Stałam się sierotą. Głodną sierotą. Załamana włóczyłam się po lesie. A głód coraz bardziej i bardziej mi dokuczał. Nie uśmiechało mi się zginąć z głodu, więc ruszyłam szukać czegoś do jedzenia.
I znalazłam. Czułam zapach jagnięcia. Na myśl o delikatnym pysznym mięsie, zaczęło skręcać mi żołądek. Szłam za zapachem i znalazłam. Zaczęłam jeść. Trzask i ból! To była pułapka ale nie zginęłam. Byłam za mała. Myślałam że ogon stracę. Zatrzask wbił się na samym początku, tuż przy nogach. Ugrzęzłam na dobre.

-Tak jak teraz w sumie to wtedy mniej bolało, tu zwisam głową w dół i drut mi się wrzyna.
-To już koniec? Bo historia niezbyt taka je...
-Nie, nie. Tylko niedobrze mi w tej pozycji
-Dobrze opuszczę cię lisico ale nie zwolnię więzów.


Minęła godzina mojej niewoli gdy w pobliżu pojawił się zając, chciałam go schwycić ale nic z tego był za szybki. Tylko kłapnęłam szczekami obok niego. Poczułam jego futro ale to były tylko włosy sierści. Zając w prawdzie zwiała ale ja dalej byłam głodna, zła i w potrzasku. Jakiś czas później wrócił lecz nie sam. Przyprowadził przyjaciół i razem z nimi zaczął się ze mnie śmiać, biegać dokoła i drażnić. Szaraki potrafią wkurzać. Z każdym dniem stawali się coraz bardziej odważni. Zrobili dopływ wody ze strumienia bym im z pragnienia nie padła. Odważne bydlaki wiedziały, że jestem wycieńczona i, że będę piła. To było okropne. Ścisk w brzuchu. Czułam jak skręca mi kiszki, a one skakały i się śmiały.
Ten dzień był wyjątkowo parny. Oddech powoli zaczynałam tracić. Zaczęłam opadać z resztek sił. Nad moja głową nie było chmurki, jedyne co mój tyłek trzymało w górze to przytrzaśnięty ogon. Zające nie biegały, siedziały w cieniu i patrzyły jak cierpię. Słyszałam ich głosy, że ich „pupil” padnie. W pewnym momencie ich uszy uniosły się ku górze, moich nozdrzy doleciał ostry zapach wilka. Wiedziałam że one rozszarpują bez litości lisy. I wnet wypadł na polanę wilk, i dorwał sześć z dziesięciu zajęcy, po czym podeszła do mnie
-Nic ci nie jest? -to było dziwne. Wilk zadaje mi, lisowi pytanie.
-Trochę jestem głodna-byłam zdziwiona zachowaniem wilczycy, bo podeszła do jednego z zajęcy i przyniosła go bliżej, po czym jej łapy znalazły się na pułapce. Poczułam jak uścisk na ogonie słabnie. Wydostałam się z niego.
-Jedz-usłyszałam ją i podeszłam zaczęłam jeść. Jej głos był ciepły i łagodny.
-Czemu to robisz-zapytałam po zjedzeniu.
-Nie zabijam głodnych dzieci-powiedziała to po czym mnie przewróciła i rozszarpała brzuch.... tak straciłam pierwsze z żyć.

_________________
moje ?yczenia s? jak marzenia,
ale moje marzenia s? nie do spe?nienia...


czy odwa?ysz si? klikn?? medalion?


biada anio?om wystawionym na pokuszenie,
albowiem one upadaj?

Ka?dego dnia po cz??ci umieramy, wi?c po co ?y?.

By? duchem samotnikiem.
Niemuc zgin?? a walczy?

Avatar (c) ja
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 5:13 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Roxan
Gość





PostWysłany: Czw Paź 23, 2008 4:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Całkiem fajne. Nie jestem zwolenniczką tego typu historii, ale ta mi się spodobała. Jak jest ciąg dalszy to dawaj! :)
9/10 ;)
Powrót do góry
LuraBBL
Duch
<b>Duch</b>


Dołączył: 08 Paź 2006
Posty: 2125

PostWysłany: Pią Paź 24, 2008 1:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

II
lis i pożar- jóż w kródce

Dodane po 8 godzinach 7 minutach:

II
Lis i pożar


Lisica wskazała na bliznę na brzuchu i popatrzyła na chłopa.
-Widzę, że nie ta blizna cię nie interesuje, pewnie myślisz, że to tylko bajka. Może opowiem ci o tym jak to jest się odrodzić...
-Czekaj opowiedz mi o tym-chłop wskazał ma przebarwienie na karku, świadectwo istniejącej tam blizny.
-Tę historię pewnie też uznasz za bajkę.
-Ale ciekawi mnie co wymyślisz-uśmiech pojawił się na jego twarzy. Po czym poluzował więzy lisicy.


To było moje czwarte życie, byłam wtedy w okresie dojrzewania. Kręciły się wokół mnie inne lisy. Popisywały się. Walczyły, by zdobyć moje uznanie. Pragnęły mego młodego ciała. Wielu chciało się do mnie dobrać. Często próbowały się do mnie nakłonić do podtrzymania gatunku. Machały rudymi kitami. Przynosiły podarunki. Błagały, lecz ja byłam nieugięta.

-Miało być o bliźnie.
-To pozwól mi opowiadać dalej.
-Dobrze tylko dokonam pewnej zmiany-to powiedziawszy z kawałka liny zrobił coś na kształt smyczy i obroży, które założył lisicy na srebrne futro szyi, po czym uwolnił jej łapy.


Był tylko jeden, z którym chciałam mieć młode. Słodki lis. Jego dorodne futro było zawsze zadbane, ale kiepsko się bił, przez co inne lisy go ku mnie nie dopuszczały.
Tego dnia kiedy powstała ta blizna uciekłam od adoratorów. Zresztą nie pierwszy raz. Wymknęłam się i pobiegłam na spotkanie z Puszkiem, bo tak nazywał się ten lis. Dziwne, ale wydaje mi się że to imię pasowało do niego idealnie. Spotkaliśmy się na małej wysepce.
Za każdym razem był mi coraz bliższy. Jego szczęki delikatnie iskały moje futro, a jego wilgotny język idealnie je układał. Był już wieczór, a ja byłam gotowa, by oddać mu się, lecz nastrój znikł w momencie, gdy w oddali usłyszeliśmy strzał. Wiedzieliśmy, że jest źle. Jednakże zostaliśmy na wyspie. Strzały i szczekanie nie zbliżały się. Puszek stanął na warcie, a ja leżałam ukryta. Chyba zasnęłam. Był już wieczór, gdy lis walnął o ziemię tuż obok mnie. Z pyska ciekła mu krew. Dostał „zagubioną” kulą. Jego oczy zaszły mgłą. W tych drogich mi oczach odbijał się zachód słońca. Oczy były puste, a ciało bezwładne, znowu zostałam sama. Spojrzałam na zachodzące słońce. Jego krwawa czerwień była mało widoczna za łuną pożaru, a księżyc który już wzszedł, górował nad wszystkim złowieszczym ognistym sierpem. Wiatr wiał od strony pożaru. Ludzie jak zwykle nie dopilnowali ognia albo specjalnie palili las, by zyskać pola. Nie było czasu. Wskoczyłam w lodowatą rzekę i płynęłam w dół z jej nurtem uciekając przed ogniem. Rzeka zaczęła robić się gorąca, przez moje futro przenikało gorąco. Dookoła czułam spaleniznę. Było jasno jak w dzień. Brzegi pokrył ogień. Czułam, że moje futro zaczyna płonąć, gorąco parzyło mi płuca. Nurt przyspieszył. Pamiętam, że nim dostałam się do wodospadu tuż przede mną spadła płonąca gałąź. Przechyliła się w moją stronę, a jedna z jej płonących części przycisnęła mnie do dna i nim zgasła wypaliła mi tę bliznę. Mój nos wystawał ponad wodę. Żyłam, ale wolałam umrzeć.
Cierpiałam, nie tylko dlatego, że moje ciało opływała gorąca woda, a na skórze widniały liczne bąble i spalenizna. Jedno oko miałam ponad powierzchnią i widziałam bezwładne ciała płynące w dół. To ciało to Fire - nie bał się ognia, ale ten w końcu go zabił. Niejeden raz opowiadał nam historie podsłuchane przy ludzkich ogniskach. A ten to Pazurek. Zawsze po polowaniu czyścił pazury. Znowu kolejny lis, lisica. Moja starsza siostra, która zajęła się mną po pierwszym odrodzeniu. Jej ciało zaczepiło się o gałąź. Poczułam, że nurt znowu mnie porwał. Spadłam z wodospadu. Utonęłam nie mogąc się ruszyć.

-wyglądasz jakby coś cię zatrwożyło...
-chodzi o twoją starszą siostrę. Jak to się stało że się odnalazłyście?


Dodane po 3 minutach:

jak odzyskam wene to rozdział "lisica i siostra" i kolejne umieszcze

_________________
moje ?yczenia s? jak marzenia,
ale moje marzenia s? nie do spe?nienia...


czy odwa?ysz si? klikn?? medalion?


biada anio?om wystawionym na pokuszenie,
albowiem one upadaj?

Ka?dego dnia po cz??ci umieramy, wi?c po co ?y?.

By? duchem samotnikiem.
Niemuc zgin?? a walczy?

Avatar (c) ja
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Roxan
Gość





PostWysłany: Pią Paź 24, 2008 2:22 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeszcze lepsze do poprzedniego! tylko trochę się powtarzasz ;)

Dostał „zagubioną” kulą. Jego oczy zaszły mgłą. W tych drogich mi oczach odbijał się zachód słońca. Oczy były puste, a ciało bezwładne, znowu zostałam sama.

Mogłaś to zrobić tak, np. Dostał „zagubioną” kulą. Jego oczy zaszły mgłą. W tych drogich mi ślepiach odbijał się zachód słońca.Były puste, a ciało bezwładne, znowu zostałam sama

nie żeby to było źle, ale bez powtórzeń będzie jeszcze lepiej! :)

czekam z utęsknieniem na resztę *.*
Powrót do góry
LuraBBL
Duch
<b>Duch</b>


Dołączył: 08 Paź 2006
Posty: 2125

PostWysłany: Pią Paź 24, 2008 3:21 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

to poczekasz bo wena mnie opuściła....
_________________
moje ?yczenia s? jak marzenia,
ale moje marzenia s? nie do spe?nienia...


czy odwa?ysz si? klikn?? medalion?


biada anio?om wystawionym na pokuszenie,
albowiem one upadaj?

Ka?dego dnia po cz??ci umieramy, wi?c po co ?y?.

By? duchem samotnikiem.
Niemuc zgin?? a walczy?

Avatar (c) ja
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Roxan
Gość





PostWysłany: Pią Paź 24, 2008 5:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

szkoda... :( kto skomentuje moją pracę?
Powrót do góry
Amarth Shetani SkoirArato
Szeol
Pani Gehenny
<b>Szeol</b><br><i>Pani Gehenny</i>


Dołączył: 09 Sie 2008
Posty: 9573

PostWysłany: Pią Paź 24, 2008 10:00 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Mogłaś to zrobić tak, np. Dostał „zagubioną” kulą. Jego oczy zaszły mgłą. W tych drogich mi ślepiach odbijał się zachód słońca.Były puste, a ciało bezwładne, znowu zostałam sama


Albo prościej:
Dostał „zagubioną” kulą. Jego oczy zaszły mgłą. Odbijał się w nich zachód słońca. Stały się puste, a ciało bezwładne, znowu zostałam sama

Btw. Jak oczy mogą być 'puste' i jednocześnie drogie, odbijające zachód słońca?

Cytat:
jóż w kródce

Święty Gaju Ortografii... Już w krótce.

_________________
<center>.G H E T T O E L E C T R O.
Stop this Monster!


??????? ???????? ????????

No matter how many deaths that I die, I will never forget.
No matter how many lifes that I live, I will never regret.



There is a fire inside of this heart and a riot about to explode into flames.
Where is your
G o d? Where is your G o d? Where is your G o d?!


{...}I DON'T WANNA BECOME THE FUCKIN' GARBAGE LIKE YOU.{...}


||THE reverse side of beauty it dyed by beloved FILTH. ||
</center>

Avatar (c) Levis
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
LuraBBL
Duch
<b>Duch</b>


Dołączył: 08 Paź 2006
Posty: 2125

PostWysłany: Pon Paź 27, 2008 1:52 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

zamiast czepiać się ortografii to mogła byś skomentować tekst.
błądów nawet nuczyciel potrafi się dopierdolić

Dodane po 9 godzinach 21 minutach:

III
Lis i siostra


-Chcesz to ci opowiem w drodze.
-W jakiej drodze? –Na jego twarzy widoczne było zmieszanie i zatrwożenie.
-Ja czuję, że się spieszysz, przecież poczyniłeś ku temu przygotowania, gdy opowiadałam, i mogę pójść z tobą -chłop wstał i ruszył z lisicą na smyczy u boku.


To było tuż po tym jak moje, już zimne, skostniałe ciało znikało, a jego miejsce zastępowało ciepłe, nowe, młode ciało. Jeszcze w mojej świadomości pozostawał cios, a właściwie śmiertelne rozszarpanie, którego dokonała wilczyca.
Włóczyłam się bez celu przez kilka dni. Może nie wiesz, ale my po odrodzeniu nawet przez miesiąc nie musimy jeść. Wpadłam na nią przypadkiem.
-Uważaj jak chodzisz! Co języka zapomniałaś? A może ja mam cię przeprosić?!
-Nie proszę pani...
-Jaka pani? Czy sugerujesz mi że jestem stara?
-Nie...
-Tak też myślałam. Nie płacz mała! -wtedy rzeczywiście się jej bałam, ale ona podeszła i mnie przytuliła-Co się stało mała? Zgubiłaś się?
-Nie, moja mam... ona nie żyje...
-A na pewno się...
-Nie, widziałam jak jej prochy wrzucili do wody.
Wtedy mocniej mnie przytuliła - było to wiele lepsze od słów pocieszenia. Pierwej wzbudziła we mnie strach, teraz jednak czułam się bezpiecznie w jej silnym, a zarazem delikatnym uścisku. Wzięła mnie do siebie, dbała o mnie i kochała... Pewnego dnia powiedziałam do niej matko, a ona strofując mnie powiedziała że wszystkie lisy to bracia i siostry więc mam do niej mówić siostro. Była wtedy na mnie wściekła, jej nadzwyczaj niebieskie oczy przysłaniały powieki, które zwężyły się tak, iż nawet pyl miałby trud się przez nie przecisnąć. Dziś już nie pamiętam co zrobiłam...

-Oj daj spokój widzę, że kłamiesz.
-Aż tak cię obchodzi co przeskrobałam? To słuchaj.


Było to gdy moja siostra-opiekunka była na polowaniu. Od dwóch dni nic nie jadła. Wtedy brakowało zwierzyny...

-Ał- pisnęła lisica i wyłożyła się jak długa.
-Nic ci się nie stało?
-Nie... tylko nie jestem przyzwyczajona do tak dalekich spacerów, sił już nie mam.
-To co mam cię ciągnąć?- po tych słowach chłop wziął ją na ręce- Ciężka jesteś ale do zmroku jeszcze dużo czasu. Dopiero wtedy się zatrzymamy, a na razie musimy się spieszyć.
-Ciepły jesteś...
-Lisico nie przyzwyczajaj się i możesz kontynuować.


Anita była na polowaniu, a ja jak zwykle jej się przyglądałam. Szłam cicho za nią. Trzask. Nadepnęłam na gałązkę, a króliki w popłochu schowały się do norek. Była wściekła. Wycofałam się i moich nozdrzy dobiegł słodki zapach krwi. Poszłam tym tropem. Cudowna woń krwi była coraz silniejsza. Ślina kapała mi z pyska. To na pewno z jagnięcia. Tak wilki często zostawiają to czego zjeść nie mogą. A ja miałam szczęście. W każdym razie tak myślałam napełniając sobie pysk bosko pysznym mięsem. Do dziś pamiętam ten smak wiem że to było coś o niebo lepszego od owcy. I jadła bym spokojnie gdyby nie siostra.
-Nie ruszaj się wlazłaś na pułapkę. Powoli wróć po swoich śladach. Ale najpierw odłóż mięso...-Omal nie spanikowałam słysząc słowo pułapka. Ale spokojny głos opiekunki udzielił mi się. Stawiałam łapy dokładnie ale wchodząc na nią byłam już złapana. Konstrukcja zapadła się. Lecz ja nie zginęłam byłam na końcu od którego oddalałam się idąc, a zamiast mnie w dole była ta która była mi jak druga matka. Nie dość że były to kolce to jeszcze trujące. Straciła tam dwa życia.

-Ona naprawdę cię kochała.
-Tak ale przetrzepała mi skórę gdy spytałam się jej czemu nic nie upolowała.
-Oj dałaś jej w kość.
-Tak tu masz racje.


Dwa tygodnie później włóczyłam się po lesie. Znalazłam kiedyś z mamą fajowe miejsce. Było z niego widać całą okolice. Praktycznie nie było tam lasu. Wchodziło się dość stromo, po skalnych półkach. Pokochałam to miejsce. Więc znowu tam poszłam. Anita dostrzegła mnie i błagała bym zeszła nim coś mi się stanie. Ale ja wolałam obserwować leśne jezioro do którego przychodził rozmaite zwierzęta, spoglądać na dymiące góry. Albo patrzeć w drugą stronę, gdzie na horyzoncie majaczył upiorny zamek i kamienna dżungla. Kochałam oglądać zachody słońca, tam gdzie zachodziło stało samotne drzewo na polach, którego cień wydłużał się by sięgnąć lasu i stać się z nim jedno pogrążony mroku nocy. Albo patrzeć na wschody gdy drapieżniki które tak bardzo nam zagrażały kładą się spać, a las budzi się do dziennego życia którego etapy wyznaczy ta wyłaniająca się powoli złota tarcza. Albo patrzeć na srebrną, milczącą tarczę, pięknego księżyca w pełni.
Ale wtedy był dzień. A że poczułam i zauważyłam zdobyć w pysku opiekunki pospiesznie zaczęłam zbiegać, no i niefart ujechałam. Moje delikatne ciałko runęło w dół. Łamiąc kości obijałam się o zbocze. By na jego końcu złamać sobie kark. Dla nas lisów jest lepiej w czymś takim zginąć niż do końca żyć pozostać kaleką...

_________________
moje ?yczenia s? jak marzenia,
ale moje marzenia s? nie do spe?nienia...


czy odwa?ysz si? klikn?? medalion?


biada anio?om wystawionym na pokuszenie,
albowiem one upadaj?

Ka?dego dnia po cz??ci umieramy, wi?c po co ?y?.

By? duchem samotnikiem.
Niemuc zgin?? a walczy?

Avatar (c) ja
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mal Ombre
Samotnik
<b>Samotnik</b>


Dołączył: 25 Gru 2006
Posty: 4002

PostWysłany: Sro Paź 29, 2008 2:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

już wkrótce, Shet. wkrótce pisze się razem.
a opowiadanie? ujdzie. ale ja jestem bardzo krytyczny. szczerze mówiąc, takie sobie. nie wiem czemu. czegoś mi brakuje.

_________________
<center>lubi? gdy strach zagl?da w oczy
lubi? gdy kapu? krzyczy "pomocy!"


</center>

Avatar (c) Malaika4
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Amarth Shetani SkoirArato
Szeol
Pani Gehenny
<b>Szeol</b><br><i>Pani Gehenny</i>


Dołączył: 09 Sie 2008
Posty: 9573

PostWysłany: Sro Paź 29, 2008 8:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cholera, wiedziałam, że coś musiałam zrobić źle.

Lura, może i potrafii, ale jak mam komentować, skoro to, co mi się rzuca w oczy, to ortografia?
I grzeczniej.

Co do opowiadania - Czytam je, ale bez specjalnych emocji. Wątek z życiem jest nawet ciekawy, ale nie podoba mi się zbytnio, ze dość sucho opisujesz jej śmierć i emocje.

_________________
<center>.G H E T T O E L E C T R O.
Stop this Monster!


??????? ???????? ????????

No matter how many deaths that I die, I will never forget.
No matter how many lifes that I live, I will never regret.



There is a fire inside of this heart and a riot about to explode into flames.
Where is your
G o d? Where is your G o d? Where is your G o d?!


{...}I DON'T WANNA BECOME THE FUCKIN' GARBAGE LIKE YOU.{...}


||THE reverse side of beauty it dyed by beloved FILTH. ||
</center>

Avatar (c) Levis
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
LuraBBL
Duch
<b>Duch</b>


Dołączył: 08 Paź 2006
Posty: 2125

PostWysłany: Czw Paź 30, 2008 4:37 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

no cóż ja jestem emocjonalny i mam problem opisywaniem emocji...
dziwne nie na bambim się popłakałem a tu smutku nie umiem opisać...

_________________
moje ?yczenia s? jak marzenia,
ale moje marzenia s? nie do spe?nienia...


czy odwa?ysz si? klikn?? medalion?


biada anio?om wystawionym na pokuszenie,
albowiem one upadaj?

Ka?dego dnia po cz??ci umieramy, wi?c po co ?y?.

By? duchem samotnikiem.
Niemuc zgin?? a walczy?

Avatar (c) ja
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
LuraBBL
Duch
<b>Duch</b>


Dołączył: 08 Paź 2006
Posty: 2125

PostWysłany: Sob Lis 22, 2008 7:23 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

IV
Lis i obława

-Powiedz czy śmierć boli?
-Nie wiem. W każdym razie jeśli nasze tracenie żyć to śmierć, to bardziej bolą rozstania. Rozpalasz ognisko?
-Boisz się ognia?
-Nie. Ale to jest zabawne My mamy futra, a wy ogień. My mamy coś co wy cenicie, wy macie coś co My nienawidzimy*...
-Aby się za bardzo nie rozpędzasz?
-A jednak jesteś jak wy wszyscy, tak łatwo was rozłościć.
-Ty chyba chcesz mnie sprowokować...
-Nie możesz mnie zabić! Ty myślisz, że się nie zorientuje? Jeśli do teraz mnie nie zabiłeś i na dodatek masz zamiar tu przenocować, to może oznaczać tylko jedno. Bliska tobie osoba jest w ciąży i choruje na rzadką chorobę którą może uleczyć duża ilość lisiej świeżej krwi. Będę musiała zginąć ale teraz nie odważysz się tego zrobić! -na twarzy chłopa pojawiła się bezradność. Miała zamiar zakneblować lisice ale...- Teraz chcesz mnie uciszyć ale czy nie łatwiej mnie poprosić o spokój?
-A posłuchasz?
-Zaryzykuj?
-Proszę. Ale powiedz mi coś, czemu wiedząc, że umrzesz jesteś taka spokojna?
-To by było samolubne ginąć nic z siebie nie dając -chłop między czasie przywiązuje ją za pomocą smyczy do siebie- ocalę w ten sposób dwa istnienia, może dzięki temu tak długo się smażyć w piekle nie będę. To jak na obławie pomagamy sobie nawzajem. Opowiem ci o jednej z nich...

To był piękny majowy dzień. Nic nie zapowiadało piekła jakim się stał. Grzałam się na słońcu na mojej górce. Wiesz opowiadałam ci o niej, to ta na której straciłam drugie życie... usłyszałam pisk pobratańca i komendę „goń i zabij”. Wiedziałam że to ktoś kto nie poluje ani dla futer, ani dla sportu. Jemu chodziło o zabijanie! To niszczyciel gatunku. Psychol jakich mało. Może zabrzmi to dziwnie ale nawet wilki są bardziej cywilizowane.
Już godzinę później powietrze przesycała wstrętna woń lisiej krwi.
Każda chwila przesycała powietrze zapachem śmierci. Widziałam małe lisy po dziesięciokroć rozszarpywane. Sępy dusz miały żer obfity...

-Co to są „sępy dusz”
-Jeszcze nie śpisz-lisica spojrzała na chłopa.
-Nie lisku- w jego oczach pojawiło się zniecierpliwienie.
-Śpiący jesteś a ja nie daje ci spać?
-Lisie!
-A wiem, pewnie czekasz na tych konnych, mam racje? -popatrzyła się na niego pytająco.
-Konni?
-Nie czujesz? –patrzy na niego z ukosa –A wy biedni ewolucja zabrała wam dobry węch.
-Cicho- rozkazał po czym chwycił ją i schował się w krzakach. I powoli opuścił polanę.
-Natura was skrzywdziła, sama mogę iść.
-Schowamy się tu-zadecydował, widząc starego dęba, pustego w środku-możesz dalej opowiadać.
-Jak sobie życzysz panie...

*Lisica z szacunkiem mówi „My” które oznacza zwierzęta i nieco z pogardą „wy” o ludziach.
Celowo w wypowiedzi tylekroć razy używa tych określeń
My nie za bardzo przejmujemy się innymi dorosłymi ale dzieci... to boli...
Tak my lisy przejmujemy się nimi. Z nory w której się skryłam widziałam jak harty rozszarpywały dwa małe lisy. Sępy już usiadły na gałęzi i czekały. Nie mogłam na to pozwolić. Jako, że młode nie umieją powstrzymać powrotu, nie miały szans. Wybiegłam.
-Psy! Chcę się z wami dogadać-to było szaleństwo, nim zdążyłam coś powiedzieć otoczyły mnie- Poddam się bez walki ale wpuście dzieci!

-Byłaś do tego zdolna?
-Wiem myślisz, że lisy to samotniki, każdy sobie. Obalę ten mit po raz drugi, pomagamy sobie na każdym kroku ale tak naprawdę mało który wie kto mu pomógł. Nie lubimy się chwalić, działamy w tajemnicy, a radość drugich i to że, nie mają jak za tobą chodzić i pytać się jak się odwdzięczyć to dla nas jest największa satysfakcja- mówiła mocno naciskając na każde słowo.
-Ty rzeczywiście to zrobiłaś...

Patrzyły na mnie jak na obłąkaną ale dały uciec dzieciom. Krąg się zacieśniał. Piątka z nich podeszła do mnie. Czterech chwyciło za łapy piąty za ogon. Każdy ciągnął w swoją stronę. Powodując że moje stawy się nienaturalnie wykręcały, a skóra rwała. Nie oszczędzali też na zacisku szczęk, miażdżącym kości. Reszta? Nie stała obojętnie. Wskakiwali na mnie, szarpali ciało, drapali do krwi.

-Nie boje się piekła, już je poznałam- W jej oczach było widać ukryty strach
-Nie trafisz tam przecież byłaś...
-Wszystkie lisy idą do piekła! –Powiedziała to tak że chłop nie wiedział co odpowiedzieć. Czuł że konwersacja na ten temat jest już zakończona

Po dłuższym czasie męki nie mogąc wyzionąć ducha, zadbały o to i nie reagowały na prośbę o zabicie, poczułam że mnie puszczają i uciekają. Przedmuchałam nos zalany krwią i poczułam znajomy zapach. Wolfree! To oznacza kłopoty.

-Ta Wolfree?
-Tak, wilczyca która mnie nakarmiła i zabiła...

Podeszła powoli od tyłu i powąchała mnie
-Żywy lis a mnie ucieka, dziwne- dobrzy wiedziała że nie mam jak uciec.
-Wiem że nie zabijasz głodnych-postanowiłam zagrać na zwłokę, może moje stawy nie były tak zniszczony bym musiała zginąć by je zregenerować.
-A kto ci to powiedział lisie -ta pogarda w jej głosie.
-Ty Wolfree!
-Hm. Poznajesz mnie-jej niebieskie oczy zdawały się przybrać kolor lodu firnowego.
Wzięła mnie na plecy i poniosła w dal. Wkroczyła na teren wilków i niosła dalej. Weszła do jednej z jaskiń i rzuciła mnie jak śmieć na ziemię.
-A ty jak masz na imię? -zadała to pytanie tym samym miłym tonem którym kiedyś mówiła, że nie zabija głodnych dzieci.
-Lisa...-bałam się jej bo gdy tylko jej to powiedziałam jej szczęki znalazły się tuż przy moim gardle, lecz nie zadała ciosu.
-Twoje stawy się nie zrosną –wysiliłam się wy obrócić głowę i na nie popatrzyć, miała racje.
-Jestem Alfą i zawsze chciałam zobaczyć jak wracacie do życia, podejrzewam, że masz jeszcze życia.
-Do czego zmierzasz.
-I tak musisz zginąć by się zregenerować i nie pozostać kaleką, a tu mogę cię zabić tylko ja, dam ci jeść bo chyba potrzebujesz energii, a ty w zamian pokażesz mi jak się regenerujecie.
-Wilki to nasi wrogowie, pokaże ci a ty zabijesz mnie jeszcze raz...
-Obiecuje że nie-w jej oczach było coś takiego, że zgodziłam się zaryzykować. Napoiła mnie, nakarmiła i jednym celnym ciosem przerwała rdzeń kręgowy.


V
Lis i młody las

-Dałaś jej się zabić i podjęłaś ryzyko?
-Już wcześniej w młodym lesie dała mi poznać swoją przychylność dla nas-lisica uśmiechnęła się. Ruszyli dalej.

To było po pożarze, las dopiero dogorywał. Powoli wychodziłam z wody gdy poczułam cios plecy i zapach własnej krwi, a potem usłyszałam pisk i mocny złowieszczy głos
-Zostaw ją, ogień pochłoną dość ofiar. Jest lisem ale tak samo jak my to cud, że żyje więc nie zabieraj jej tego.
-Dobrze Pani.
Podeszła do mnie i oblizała mi ranę, bałam się, nie drgałam. Nie ziemski strach spowodowany spotkaniem z zabójczynią z przed lat spowodował ze się posikałam...

-Nie śmiej się! -krzyknęła lisica i zamilkła. Cisza trwała długo. Na widnokręgu pojawił się Ra.
Ruszyli w drogę
-No nie obrażaj się... Ja... nie mogłem się powstrzymać...
-Pewnie widziałeś już nie jedno i nie jesteś w cienie bity ale ja wtedy się naprawdę bałam! Ty nie wiesz jak to jest- stanęła obrażona. Pysk wzniosła ku górze, a oczy zamknęła. Nie mogąc jej w żaden sposób uprosić. Wziął ją na ręce i niósł.
-Jestem głodna –powiedziała arogancko.
-Przecież wiesz, że za niedługo cię zabije.
-Ejże! To ja to mam być obrażona -powiedziała żartobliwie porywając kawałek suszonego mięsa z jego ręki i robiąc sobie miskę z jego łokcia- Dasz mi pić?
-Nie przesadzasz!? –było widać wściekłość w jego oczach ale ręką sięgał po manierkę
-kchychy, żartowałam -zeskoczyła z jego rąk i mimo braku sznura nie uciekła –daleko do ciebie?
-Nie cały dzień drogi... Ejże! -krzyknął gdy odbiegła w bok ale uspokoił się widząc że pije wodę z kałuży.
-Już tak nie panikuj. Jak pozostanie mniej niż godzina drogi przywiąż mnie na nowo... No chyba że mi nie ufasz. A na czym to ja skończyłam? Już wiem.

Jej język był chropowaty. Pewnie niedawno dostała się na niego gorąca woda.
-Nie bój się lisie, chodź za mną –nic nie powiedziałam tylko podążyłam jej śladem.
Wskazała mi mała wysepkę na wodzie.
-Tam jest kilka małych lisów –to była prawda. Nie zdążyłam jej podziękować. Poszła.
Przepłynęłam. Tam były trzy maluchy. Wszystkie miały dziewięć żyć i poprzepalane fura. Rany na szczęście nie były groźne. Na pewno bolesne ale nie zabójcze. Tam były w miarę bezpieczne.
-Dopóki wasza matka się nie znajdzie zajmę się wami –były małe i przestraszone. Ich matka musi się znaleźć jak najszybciej. One jeszcze nie mogły przyjmować pokarmu stałego. Były tak małe że jeśli umrą z głodu to stracą dwa życia. A żeby się zregenerować potrzebowały by matki obok. Tylko że jeden to spokojnie, dwa mogą matkę skrajnie wycieńczyć, a przy trzech to nawet najedzona musiała by poświęcić życie...

- Czemu zamilkłaś? Gdzie biegniesz? Lisa! Ty chol...-była już za daleko by go usłyszeć. Znikła w gęstwinie.
-Po co ci ta lina? -doleciał chłopa odległy głos zbrojnego.
-E... Do wiązania snopków.
-Przecież mamy wiosnę!?
-Tak. I jest ona najtańsza, a potem już nie ma czasu by ją kupić.
-Rozumiem, idź dalej. A nie widziałeś przypadkiem kłusownika który krąży po okolicy? Ponoć ma obłaskawionego lisa.
-Nie –przez myśli chłopa przeleciała myśl „ktoś nas widział”. Zaśmiał się –Obłaskawić lisa? A to jest w ogóle możliwe? I co może jeszcze z nim gada? Z tym złodziejem kur? Piekielnym posłańcem?
-Tak mówią. Lisy to plugawe chytre bestie, co nie?
-Zgadzam się.-powiedział i ruszył dalej. Za zakrętem dołączyła do niego w milczeniu lisica.
Dopiero po chwili ją zobaczył.
-Czemu mi nie powiedziałaś? -prychnęła
-Kiedy go zwęszyłaś? –prychnęła
-Na co się obrażasz? –popatrzyła na niego z pode łba i prychnęła. Chwycił ja za kark i podniósł w górę
-O co ci chodzi?
-Uważaj bo się splugawisz! –w jej słowach kipiała złość.
-A więc to tak? To tylko słowa by mnie puścił i nic nie podejrzewał.
-To nie były puste słowa ty w to wierzysz!
Przystanął i siadł. Przytulił ją.
-Czemu to robisz –próbowała mu się wyrwać.
-Ty jesteś inna...-te słowa jej wystarczyły przestała się wyrywać.
-Ruszamy już? Twoja ukochana na pewno na ciebie czeka.

Młody las był piękny. Spod spalenizny wydostawały się łodygi coraz to nowych i szybko rosnących drzew. Zające hasały tu i tam. Wystarczyło się przebiec by się najeść.
Tylko był mały mankament. Dużo było saren, a to spowodowało, że pojawiło się wiele niedźwiedzi. Nieustannie było słychać wycie. Cały czas czuć krew. Wilki i niedźwiedzie prowadziły wojnę. Lisy, króliki, sarny, polegli. Wszyscy stawali się pożywieniem dla walczących. Dzieci Anity z matką opuścili las. Ja nie potrafiłam odejść. W końcu to mój dom.

-Moment. Te liski na rzecze to dzieci twojej dawnej opiekunki?
-Tak. Znalazła się po miesiącu.
-Małe pewnie już nie żyły...
-Nie.
-!?
-Ssały i ssały. No i moje gruczoły mleczne nie pozostały bez odzewu. Ale nie o tym mówiłam

Świtem jak co dnia poszłam się pożywić. Czułam się bezpieczna. To była już tradycja. Wilki i misie kładły się spać przed wschodem i do południa sił by się ruszyć nie miały. Można by przejść po nich, a one się nie ruszą. Ale byłam głupia... Idę za zającem, nie chciało mi się biec. Złapałam go. Tyle, że byłam po środku wygłodniałych wilczyc. One nie walczą nocą. Sam wiesz jak to się skończyło. I pomyśleć, że trzy tygodnie później wszystko wróciło do normalności...

-Czasem jak o tym myślę to się złoszczę... Ale cóż jestem głupim lisem.
-A gdybym ja to powiedział to byś się obraziła.

_________________
moje ?yczenia s? jak marzenia,
ale moje marzenia s? nie do spe?nienia...


czy odwa?ysz si? klikn?? medalion?


biada anio?om wystawionym na pokuszenie,
albowiem one upadaj?

Ka?dego dnia po cz??ci umieramy, wi?c po co ?y?.

By? duchem samotnikiem.
Niemuc zgin?? a walczy?

Avatar (c) ja
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
LuraBBL
Duch
<b>Duch</b>


Dołączył: 08 Paź 2006
Posty: 2125

PostWysłany: Sro Gru 03, 2008 3:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

VI
Lis i dymiące góry

-A nie mam powodu? Już raz dałam się wyciągnąć na daleką wyprawę i nie wspominam tego dobrze –lisica popatrzyła na niego, bawiło ją działanie na jego ciekawość.

„A więc tak to wygląda”.
To słowa które pamiętam dobrze bo tamto życie zaczęłam od ich usłyszenia i zobaczenia przy pysku krwawych kłów, i ciekawskich niebieskich oczu wilczej Alfy. Te oczy były pełnie wdzięczności. Polizała mnie jak przyjaciółkę. Łeeee...
-Zobaczysz odwdzięczę się.
-Przede wszystkim chciałabym wyjść z waszego terenu –nie umiałam wyzbyć się obrzydzenia zauważyła to ale nie zdziwiła się, że tak zareagowałam...
-Nawet tu nic ci nie grozi –zawyła. Wiem że w ich wyciu jest skondensowany język ale nie zdarzyło mi się go zrozumieć.-Nauczę cię wilczego.
-Dzięki-Ta wilczyca chyba była w ekstazie po tym co zobaczyła więc lepiej żebym już poszła.
Dotrzymała obietnicy mogłam spokojnie odejść ale wilki mnie obwąchiwały. Jak by wyraźnie chciały zapamiętać mój zapach dla późniejszych celów.
Po obławie nie było już śladów. I czas mijał spokojnie, aż do zimy.

-Łaaa! -upadła poślizgnąwszy się na kamieniu. Wstała podwijając łapę.
-Co ci się stało? –spytał zaniepokojony.
-Nic. Tylko będziesz musiał mnie nieść... –na jej pysku widać było ból i niezadowolenie. Przyglądała się jeszcze chwile łapie. Po czym wsadziła ja w szczelinę skalą i nastawiła. Lekko pisnęła z bólu –Skręciłam łapę... jak dojdę do siebie to sama pójdę. –Zaszokowany chłop nie potrafił nic powiedzieć.

Polowałam na zająca. Byłam już blisko. Wystarczył jeden skok, a nie świadom swego losu skonał by w moim pysku. Już czułam smak jego krwi.
-Nie wolisz sarniny –usłyszałam gdy byłam już w locie. Wywróciłam się. I tak feralnie spadłam, że zwichnęłam łapę. To Wolfree. Podeszła do mnie, oglądnęła kontuzje.
-Będzie boleć –nie zdążyłam zaprotestować. Nastawiła mi łapę –W tym roku niedźwiedzie przyszły tu zimować, jest niebezpiecznie.
-Po co przyszłaś? -bałam się.
-Och, mój błąd. Idziesz z nami.
-Co?!
-Znaczy to prośba. Lisiczko- ten jej ton. Wolałam być posłuszna.

-Łaaa. Ja się prześpię- zamknęła oczy
-Lisie! Ty to robisz specjalnie!
-Słodko się złościsz –mówiła z uśmiechem, patrząc na niego jednym okiem

Wyruszyłam z nimi. Jako lis nie jestem tak wytrzymała jak wilki. Dużą cześć drogi spędziłam niesiona przez Wolfree. Sypał śnieg ale nie to było najgorsze. Doszliśmy w góry, góry które dymiły.
-I jak się podoba –zapytał Kiba syn mojej wilczej „opiekunki”.
-Zimno -cóż chyba nie spodobał mu się mój ton, bo rzucił się na mnie coś warcząc. Dostał za to od matki.
-Nic ci lisku –nie cierpię jej pieszczotliwego tonu!
-Nie, Wolfree
-Uważaj na siebie, zimą tu jest wiele zwierzyny ale nie każdy jest najedzony.
Rozumiałam to. Przecież sama dbałam o to by nie być głodną.
Polowałam nocą. Chodź to raczej można nazwać wyciąganiem zaspanych zajęcy z nor nisz polowaniem. Zawsze się najadłam. A co najciekawsze kilka młodych wilków zaczęło mnie naśladować. Ale tak niezdarnie, że aż żal było patrzeć.
-Chcecie to was nauczę –uciekli. Ale następnego dnia znowu mnie naśladowali. Więc wyprowadziłam ich tak by nie mieli gdzie uciec. Zaszłam ich.
-Jak nie chcecie się uczyć to czemu za mną idziecie? –bali się. Wilki lisa.
-Nie możemy z panią rozmawiać, bo tata i mama będą źli.
-Kto wam tak powiedział?
-Niebiesko Oki –syn Wolfree, on chyba bardzo mnie nie lubi.
-Pewnie jeszcze wam powiedział, że jestem zła? –Mówił im, widać to po nich.
-Nie, on tylko...
-Nauczę was tego, a wy zastanówcie się dlaczego samica Alfa chciała bym z wami szła
i dlaczego kazała mnie nie atakować. O ile dobrze wiem wilki szybko pozbywają się wrogów.
Punkt dla mnie. Te młode przekonały swoich rodziców że nie jestem taka zła jak na lisa. W późniejszym okresie dołączył do uczących się jeden starszy lecz kulawy wilk. Czasem krótkimi wyciami rozbawiał resztę. A najczęściej komentował moje ubarwienie i porównywał mnie od niewyrośniętej wilczycy na piekielnej diecie. Wolfree w drodze tutaj nauczyła mnie podstaw wycia, resztę słuchając pojęłam.
-Zastanawiam się czy mózg lisa jest też przynajmniej tak mały jak ich łapy. –omal nie wybuchłam –Wiecie dlaczego Alfa ją zaprosiła? Bo zabawne jest oglądać coś co jest tak głupie, że nie nauczy się wycia.
-Jeśli taki Palant jak ty nauczył się wyć to dla lisa to pestka –pomimo Futra było widać że poczerwieniał. Po tej akcji dzieciaki mnie uwielbiały. Spodobało im się, że tak zaskoczyłam ich nauczyciela etyki. A tak nawiasem ciekawe czy chodź trochę ze swoich zajęć i z tego co na nich głosił sam stosował w życiu.

-Wiesz, że wilk dożywa 16 lat?
-A z kont ty to wiesz lisie?
-Mam 27 lat. My lisy żyjemy do 30 lat... ale tracimy powoli słuch i wzrok. Ja w dzień widzę tak samo jak w nocy... powoli wszystko mi się rozmazuje... chlip... boje się –przytulił ją.
-To temu wpadłaś, nie widziałaś pułapki?
-Tak...-głos jej drżał
-Zatrzymamy się tu. Co ty na to? –lecz lisica już nie odpowiedziała, jej ciało opuściła świadomość.
Słońce wskazywało południe gdy ruszyli dalej.
-Wiesz jeszcze nikomu tego nie mówiłam ale nie boje się śmierci. Tylko tego, że odejdą w niebyt jakby nigdy mnie nie było. Tak jak na dymiących górach.

To był koniec zimy. Ostatni dzień tam byliśmy. Wyszłam na polowanie. Trochę w górę ku lodowcowi. Nauczyłam się jak polować na kozice. Miałam jedną i wtedy ziemia zadrżała! To wulkan wybuchł. Potoki gorącego błota pędziły w dół. Nie miała szans. Po powrocie do życia okazało się że już dawno poszli. Polana na której zimowaliśmy była bezpieczna. Nic się z nią nie stało. Tylko była opuszczona. Gdy ich dopędziłam poczułam, że to już dawno zapomnieli, że żyłam. Nie, nie mogłam tak. Opuściłam ich i już nigdy mnie Wolfree nie przekonała bym z nimi poszła.








VII
Lis i rozstania

-Tu powinienem ci założyć pętlę ale widzę że mogłabyś się na niej udusić ciągnąc mnie do domu –uśmiechnął się ciepło.
-Nie boisz się że ucieknę?
-Jak uciekniesz to pewnie wrócisz, bo wiesz ja obiecuję, że nie zapomnę o tobie chodź byś uciekła. Za twoim imieniem kryje się cudowna osoba... Lis –uśmiechnął się ponownie –Tak nazwę córkę jeśli się urodzi, a jak to będzie syn to coś wymyślę.
-Na razie to możesz mnie dalej nieść. O ile się nie zmęczyłeś.
-A jak tam twoja łapa?
-Już tak nie boli, jak to, że nie będę mogła patrzeć jak dorastają twoje dzieci.
-Lisico a powiedz mi jedno. Jak cię złapałem miałaś rude futro, a teraz srebrne, jak...
-To futro lisa który czuje że, jego życie było w miarę dobrze przeżyte i z kimś się tym dzieli lub już podzielił. Albo się takie dziedziczy ale to znacznie rzadziej.
-Cieszę się, że...
-Że dobrze przeżyłam życie? Będzie ci ciężko mnie zabić! Nie przyzwyczajaj się tak do mnie bo wtedy rozstanie bardziej boli!

Ja żyjąc u boku siostry przywykłam do niej.
Po tym jak się rozstałyśmy nie wiedziałam co z sobą począć. Wtedy poznałam Elis. Razem polowałyśmy. Byłyśmy w tym samym wieku. Wiesz jak mnie bolała gdy poznała lisa i zostałam sama. Początkowo życzyłam jej dobrze ale później przyczyniłam się do jednej śmierci jej ukochanego. Po tym całkiem zerwałyśmy kontakty.
Nie było dobrze. Jak ktoś był przy mnie stawał się mym więźniem. Więc nikt się ze mną nie wiązał. I zjawił się Puszek.

-Ten Puszek?
-Tak najukochańszy Lisek, który zginął w pożarze i to na dobrze. Może gdybym jego ciało wrzuciła do wody tak by się nie skończyło...
-Nie obwiniaj siebie.
-Puszek mi pokazał wady nie wytykając ich sprawił, że stałam się pożądaną lisicą, a ja nie dałam mu przeżyć... –chłop rozłożył ręce tak że lisica wylądowała na ziemi –Za co to?!
-Możesz chyba trochę pójść sama?
-Ej! To ja jestem ta zła!
-Nie jesteś zła-zaśmiał się –Raczej dobra i przyjazna.
-To dzięki Puszkowi. Ale kosztowało mnie to życie.
-Jak to!?

On był taki opiekuńczy i miły. Zawsze mówił kiedy wróci. Ale dużo wymagał.
Nauczył mnie jak dbać o futro. Jak być miłym. Zaczęły za mną chodzić inne lisy. Tym bardziej, że zaczynał się okres płodny mego życia. Tego wieczora Puszek powiedział, że jeśli kogoś chcę mieć nie mogę go traktować jak rzecz. Nie zrozumiałam tego wtedy. Nie powiedział kiedy wróci. Powiedział tylko, że o mnie nie zapomni i żebym o nim zapomniała bo może to wiele mnie kosztować. Myślał że spałam. Poszłam za nim.
Okazało się, że był szantażowany przez wilki. Mówiły żeby się poświęcił dla siostry albo znalazł kogoś kto poświęci życie dla niej. Mówiły że będzie zabawnie zabić jego siostrę dziewiąty raz. To było podłe nawet jak na wilki.
-Ja oddam życie –krzyknęłam wychodząc z ukrycia. Puszkowi się to nie podobało ale zaakceptował mój wybór. Wilki były uczciwe tym razem i zabiły mnie tylko raz i puściły nas wolno. Jego siostra nie zapomniała mi tego do śmierci i zostałyśmy przyjaciółkami. A Puszek przepadł po pożarze.
VIII
Lis i miasto

-Lisico widzisz ten dom tam. Tam idziemy.
-Czy czuje ziemniaczki z kozim serem? Ile ja tego w mieście zjadłam. Takie dobre...
-Byłaś w mieście? –do głębi się zdziwił –Jak chcesz to zrobię ci ziemniaczki.
-Tak. Dzięki –otarła się o jego nogi dziękując, a on przystanął by ją pogłaskać lecz ona ugryzła go w rękę, chłop w odruchu ją uderzył.
-Czemu to zrobiłaś!?
-By cię do siebie zrazić –w jej oczach widać było spokój –jeśli do mnie przywykniesz będzie ci mnie zbyt bardzo żal by zabić, a wtedy nie ocalisz swojej rodziny. Będziesz miał mi za złe, że nie byłeś w stanie i one zginęły.
-One? Chyba Oni, moja żona i dziecko –chłop dalej był zły, co wywołało na pysku lisicy uśmiech tryumfu.
-Przyniosłeś na ubraniu zapach kobiety z dziewczynką w łonie. My stare lisy to poznajemy.
-Wiedziałaś od początku!
-Nie pytałeś. Poza tym jesteś zły jakbym buszowała ci po spiżarni, uspokój się, a ja opowiem ci o mieście.

Po śmierci Wolfree panowanie nad wilczym stadem przejął jej młodsza córka Czerwona Pełnia Krwawego Księżyca. Jakiś czas po tym jak opuściłam wilcze stado ona przyszła do mnie posłana przez matkę by nauczyć się trudu życia i przetrwania. Polubiła mnie, a po śmierci matki usilnie błagała bym wróciła do nich ale ja nie chciałam. Najgorsze było jak poluje, a tu zachodzi mnie jakiś obcy wilk i mówi, że Red Moon, bo tak ją też zwali, prosi bym wróciła. Nie dość że strachu się najadłam to jeszcze nici z polowania. Miałam dość i uciekłam z lasu. W innych lasach wilki zaczepiały mnie ze słowami, że Pełnia się o mnie martwi i żebym wracała. Dopiero w mieście miałam spokój.

-Poszłaś do miasta po spokój?
-Ty chyba też byś to uczynił na moim miejscu. Wśród wilków czułam się nie swojo, a gdzie bym nie poszła jakieś się znajdywały by powiedzieć mi, że czeka na mnie stado wilków i martwi się o mnie, a nawet nie zauważyli, że trzeba by mi pomóc jak zeszła lawina.
-Może nie było aż tak źle? Może taką maja mentalność.
-Ta... żebyś ty widział jak rozpaczały po wilku który jak owsik wchodził do dupy, a później po wilczycy o której usłyszałam dopiero na jej pogrzebie, bo była jakby wyrzutkiem ale miała prawo kręcić się przy stadzie.
-To teraz rozumiem czemu ich nie lubisz, a w jakim mieście byłaś?
-Tym tam na dole. –Wskazała lisica i uśmiechnęła się widząc zaskoczenie chłopa.

Początkowo było ciężko. Ale szybko, dzięki cholerze, znalazłam spokojne miejsce by spać, a miejsc ze smakołykami było co niemiara. Miasto szybko odżywało po epidemii. Więc musiałam opuścić budynek w którym się skrywałam. Ludzkie ścierwo już nie leżało na ulicach i musiałam kraść, a domem mi były strychy chat. Ulubionym miejscem stajnia u kowala, gdzie jego dzieci przynosiły mi czasem smakołyki. Wtedy to wychodziłam z siana i powoli się skradałam co obserwowały zza rogu i gdy brałam jedzenie wyskakiwały próbując mnie złapać. W końcu im się udało ale zastosowały podłą sztuczkę, wsadziły podkowy do kawałka mięsa. Nie była w stanie go dźwignąć, no i mnie dorwały. Głaskały, drapały, tuliły. To było takie miłe, że już im nie uciekałam. One natomiast musiały się mną pochwalić, bo zaczęły przychodzić inne ludzkie szczenięta. No i też dorośli ale ci nie chcieli się bawić. Pewnej nocy przyszedł kowal z psem i mnie znalazł. Chwycił za kark żelazną dłonią. Bolała. Zaniósł mnie na strych i kazał siedzieć i milczeć. Przychodził co dzień wyrzucając mi ile ma przeze mnie problemów. Dzieci tu nie przychodziły, a ja miałam głodową dietę.

-Wiesz co? Założę się że pierwsza tam dobiegnę!
-Lisa! Czekaj! Lisa! –Chłop biegł za nią zastanawiając się z kont u niej tyle sił skoro przed chwilą ledwo co szła.
-Wygrałam! –Uśmiechnęła się –zanim wejdziemy dokończę ci opowiadać co się stało w mieście.

Wojsko kościelne przeszukiwało domy i znalazło mnie. A gdy odezwałam się że on nie jest niczemu winien spalono mnie, jego i całą rodzinę w domu. Z kont znam ludzki. Przez prawie dwa lata mieszkałam u niego na strychu, a on opowiadał mi o pogodzie swej rodzinie, pokazywał różne rzeczy mówiąc co to jest. A gdy powiedziałam, że lubię baraninę którą nosi co sobotę zaskoczony omal nie spadł z drabinki. Potem jeszcze rok szlifowałam waszą mowę pod jego opieką i dwa tygodnie temu po tym jak zginął spalony opuściłam miasto.

-Ten wyrok na Kowala to przez ciebie?
-A więc słyszałeś o tym? –Uśmiechnęła się –Ty uważaj by ciebie to nie spotkało.




































IX
Lis i przesłanie

-Nigdy nie myślałam, że najem się takich dobroci przed własnym końcem. –Najedzona podeszła do żony chłopa –Masz dobrego męża. Chłopie jak możesz to postaraj się zabić mnie jednym cięciem siekiery. –Podeszła do niego.
-Powiedz mi jedno co miałaś na celu opowiadając mi te historię?
-Nie domyślasz się? Każda ma swój morał tylko trzeba go dostrzec.
-Morały? W takich historyjkach?
-Tak –powiedziała spokojnie. –Widzę, że ich nie dostrzegasz... no to ci je powiem. To że mnie wilczyca zabiła nie było takie złe.
-Jak to?
-Nakarmiła mnie, a moje ciało ukryła, dzięki czemu mogłam się odrodzić i nie groziło mi bycie zabitą jeszcze raz. Kchychy, twoje zdziwienie jest śmieszne, nie można działań innych opierać na przypuszczeniach i sądzić po pozorach liczy się to co one dają w końcowym efekcie. Chodź postąpiła źle zabijając mnie w efekcie nie straciłam wszystkich żyć.
-A historia o pożarze?
-To nie człowiek jest zabójcą lecz chciwość i bezmyślność.
-A opowieść o „siostrze”.
-Zanim coś zrobisz to pomyśl, bo bieg na złamanie karku może do niego doprowadzić, czasem lepiej robić coś raz wolniej, a bezpieczniej.
-A ta historia co zabiła cię Wolfree by widzieć jak się odradzasz?
-Ta ma dwa morały. Dla młodych warto się poświęcać, bo przed nimi całe życie i czasem nawet wróg może zostać przyjacielem. Tak już bywa każdy może się zmienić.
-A o lesie? I walce wilków z niedźwiedziami?
-Rutyna to coś w co można łatwo popaść ale nie wolno tracić głowy, i temu, że przemierzałam co dzień tę samom trasę zapomniałam o ostrożności i skończyło się tragedią.
-To ciekawe jaki ma morał opowieść o wyprawie na wulkan.
-Żyje się tak długo jak pamiętają o tobie. Nie liczy się to że żyłeś z kimś w zgodzie lecz to czy ta osoba czasem przystanie i wspomni o tym jaki byłeś i nie zapomni cię w chwili gdy potrzebujesz pomocy.
-A opowieść o rozstaniach? Ta nie ma chyba morałów.
-Ona? Ma, ma. Kchychy. Bycie nie dobrym owocuje bycie odtrąconym, a dobrych czynów nigdy ci nie zapomną. Dopiero osoby miłe są naprawdę piękne.
-A opowieść o kowalu? Czekaj chyba wiem. Nie wolno wykorzystywać innych.
Lisica się speszyła.
-Nie... Chodziło mi o to że jedno słowo za dużo czasem może doprowadzić do niepożądanego efektu chodź mówiło się je w dobrej wierze ale też dobre...
-A to życie i to, że zemną tu przyszłaś ma jakiś morał?
-Może sam wymyślisz?
-To może... Lepiej się odchodzi wiedząc że ktoś o tobie będzie pamiętał.
-Ech. Właśnie nie... Chciała bym zobaczyć jak twoja córka dorasta ale dobrze mi się odchodzi wiedząc że dzięki temu ktoś inny będzie miał podwójne szczęście. Nie można pozwolić by ktoś cierpiał jak jest przynajmniej minimalna szansa by mu pomóc. To chodź już, bo chyba nie zrobisz tego w domu. –Poszli do szopy, a tam lisica z uśmiechem i uczuciem spełnienia oddala swe życie.





X
Lisa i Lisa

-Tato znalazłam jeszcze jedną pułapkę!
-Dobrze Lisa już tam idę. –Zawołał chłop do córki. –Jak to jest, że ty zawsze wygrywasz w szukaniu pułapek?
-Może temu że mam imię tej szlachetnej lisicy... Tato nie smuć się ona na pewno by tego nie chciała. Tato!
-Z kont ty to możesz wiedzieć –westchnął.
-Prostu to czuję! -zezłościła się na ojca.
-Zatrzymamy się na noc na tej polanie, co ty na to? To tu ją poznałem.
-Czyli to też to miejsce gdzie jest pochowana... –powiedziała po cichu. Mam 16 lat i pomyśleć, że jeszcze tu nie byłam by jej podziękować, a tato to tu co roku przychodzi...
-Widziałem, że od lat zbierasz przedmioty związane z lisami, a w pokoju masz mały ołtarzyk dziękczynny dla lisicy. Poza tym po śmierci mamy nie zostawię cię sama na noc w domu. Tym bardziej przy twoich skłonnościach do wędrówkach po okolicznym lesie.
-Tato! –oburzyła się Lisa –Pójdę się przejść –mówiła już spokojnie -i nazbieram patyków na ognisko.
-Dobrze słoneczko.

-Słyszałeś tato wycie? Boje się...
-Zdawało ci się kochanie. Wilki przecież od dawna w te okolice nie wędrują.
-Tato ognisko się pali, a przecież już dawno powinno zgasnąć, ja nie dokładałam...
-Córko nie ładnie tak straszyć ojca –chciał się podnieść ale coś ciężkiego leżało na nim –Lisa pomóż mi wstać bo chyba coś mnie przygniotło.
Córka posłusznie poszła od ojca na druga stronę obozowiska lecz gdy tylko go dostrzegła to pisnęła i zaczęła dukać.
-Ta...ta...tato... li...lis....złoty
-Myślałam że będzie odważniejsza-powiedziała lis przeciągając się, po czym wylądował na ziemi zrzucony przez chłopa.
-Ty nie żyjesz!
-Masz racje, nie żyje ale w piekle mnie nie chcieli, a do nieba się nie nadaje, no i czyśćca dla Lisów niema, więc tułam się po świecie jako złoty lis, dbając byś nie zmarznął na tej polanie, obserwuje jak dorasta twoje dziecię. Bo to od tego jak będzie zależy mój los. Ma racje nie chcę żebyś się smucił z mojej śmierci. Teraz jest mi lepiej niż za życia –powiedziała to i rozpłynęła się w powietrzu jeszcze przez chwile było słychać jej słowa:
„Warto się poświęcić by innym było lepiej na świecie”.
Lisa otrzeźwiała i rzuciła się w miejsce gdzie rozpłynął się lis. Nie trafiła na pustkę. Chwile później było słychać zadowolone dźwięki wydawane przez lisice.
-Zostań z nami lisku. Wiem, że mam tak samo na imię jak ty. Proszę zostań.
-Jak twój tata się zgodzi dobrze. Wiesz że to ryzykowne. Lisów nie wolno trzymać...
-A kto uwierzy, że jesteś lisem? Z takim futrem i możliwością znikania nic nam nie grozi. Tato proszą pozwól jej nami zamieszkać.
-Ach. Dobrze ale nie wiem czy będzie jej smakować moja kuchnia. Tak jak ziemniaczki z kozim serem jak wrócimy –uszu lisicy znalazły się w górze, a na pysku pojawił się uśmiech. Oblizała się i przełknęła ślinkę.
-Słyszała że musimy już wracać...

A ja o wszystkim zasłyszałem gdy z lisicą rozmawiałem.
Bo ten komu w biedzie pomożesz na zawsze zostanie twym przyjacielem.

_________________
moje ?yczenia s? jak marzenia,
ale moje marzenia s? nie do spe?nienia...


czy odwa?ysz si? klikn?? medalion?


biada anio?om wystawionym na pokuszenie,
albowiem one upadaj?

Ka?dego dnia po cz??ci umieramy, wi?c po co ?y?.

By? duchem samotnikiem.
Niemuc zgin?? a walczy?

Avatar (c) ja
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 5:13 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Felija
Wojownik
Mistrz Gry
<b>Wojownik</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 7330

PostWysłany: Wto Lut 24, 2009 10:00 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Właśnie tak nie miałem co robić, więc sobie przeczytałem. I jestem pozytywnie zaskoczony. Piękne, smutne... Twój styl pisania mi się podoba. Trochę mi się kojarzy z książką Mały Książę, w końcu tam też był lis. Ogólnie bardzo lubię te zwierzęta, cieszę się, że właśnie ich wątek tu ująłeś. Było trochę błędów stylistycznych czy ortograficznych, ale nie przeszkadzały one w czytaniu. Chociaż w niektórych momentach gubiłem się już w tym, o co chodzi. No ale w sumie, opowiadanie godne polecenia.
_________________
<center>
</center>
Posiadam jednorazowy karnet na ucieczk? od porwania.

Avatar (c) trinesr
Logo (c) Desevera
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group