Forum Król Lew Strona Główna Król Lew
RPG [PBF] w realiach 'Króla Lwa' Nowy adres: http://pbf.krollew.pl/
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Forum przeniesione na adres: http://pbf.krollew.pl/
Elka pisze - "Kot w worku"

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arianna
Gość





PostWysłany: Czw Lis 25, 2010 12:31 pm    Temat postu: Elka pisze - "Kot w worku" Odpowiedz z cytatem

Tak, będę piszać. x3 Nie powiem że to jest arcydzieło, ale jestem zadowolona.

    Rozdział I - Miliony na horyzoncie!

Jakie jest życie w Polsce? Dobre, złe? Warunki życia zależą od osoby? Od szczęścia? Ileż można by się głowić nad tymi oto pytaniami, jednak ukrócę to wam, one nie mają sensu. Życie nie jest sprawnie działającym organem w którym rządzą zasady. Życie to zbieg zdarzeń, zarówno tych negatywnych, jak i tych obcych. To człowiek stara się zmienić życie, stara się nim manipulować wprowadzając swoje zasady. Człowiek jest istotą która musi wiedzieć na czym stoi. A jeśli nie wie? Jeżeli naprawdę nie wie, na czym stoi, zaczyna szukać, szuka, nawet gdyby pojął że to nie ma sensu. Życie ogółem nie ma sensu, ten rozdział nie ma sensu, nic nie ma sensu! Także to że wypowiadam się zupełnie jak zbuntowane nastolatki mające „problemy”, widać że filozofowanie jest nie dla mnie. Ale czy czytasz to aby słuchać o mnie? No właśnie nie, a szkoda! Dobrze, więc przejdę do rzeczy…
Będę snuć opowieść o życiu, i tu właśnie nasuwa się pewien fakt, pewien paradoks, że największym przykładem życia, jest właśnie opowieść wyssana z palca, utworzona z ludzkiej wyobraźni, z narzędzia które ma tak wielką władzę, że nawet sobie nie zdajecie sprawy co potrafi. W pewnym małym miasteczku położonym niedaleko stolicy Rzeczpospolitej polskiej, w samym, kochanym Otwocku, żyła pewna dziewczynka. Tak, zdaję sobie sprawę że jest to rozpoczęcie tak nudne, że masz ochotę od razu cisnąć książką gdzieś tam daleko, wysłać ją aż do Otwocka, ale błagam, nie psuj atmosfery która i tak jest nijaka poprzez moje wywody. A więc ta dziewczynka miała na imię Marcelina. I co robiła ta Marcelina? Żyła, żyła jak normalne dziecię. Nie, to nie jest powieść o zwykłej nastolatce. To jest opowieść o prawdziwym życiu.
Marcelina miała problemy, owszem. I co z tego że jej rodzice mieli pieniądze? Dobrze że odpowiedziałeś po prostu „nic, bo pieniądze szczęścia nie dają”, nawet jeśli odpowiedziałeś inaczej, ja i tak uważam że w głębi duszy myślisz to, co ja. A więc panna Marcelina miała szczęśliwą rodzinę, trzyosobową rodzinę. Tak, Marcelinka była jedynaczką. Powiem szczerze, całkiem jej odpowiadało takie życie. W wolnych chwilach odwiedzała koleżanki, jeździła na rowerze, grała w siatkówkę i robiła dużo różnych innych rzeczy o których naprawdę nie chce mi się wspominać. Dobrze dogadywała się z ludźmi, była po prostu przeciętną dziewczyną którą los skrzywdził tak, że problemów nie miała. Zaraz, a czy ja wcześniej nie powiedziałam że Marcelina problemy miała? Ano owszem. Jedynym jej problemem był brak problemów, jej życie było tak monotonne, że nawet sama nie zauważała jakie naprawdę jest. Ludzie ponoć żyją złudzeniem, więc można uznać że Marcelina była szczęśliwa, więc czemu robimy z tego taki problem…? Bo Marcelina była osobą której przyszło doświadczyć zdarzeń tak przykrych, że stała się po prostu, lepszym człowiekiem.
Jak wyglądało jej życie? Szósta rano – pobudka. Do szkoły na ósmą, i tak siedem godzin „mordęgi”. Po powrocie ze szkoły wystawiała rower i jeździła po okolicy, a gdy wróciła zabierała się do odrabiania lekcji. I tak w koło. Zadaj sobie teraz pytanie, czy żyjesz tak samo, jak kiedyś żyła Marcelina? I czy na pewno taka rutyna jest zła, skoro na nią nie narzekasz? Ech, ja nadal będę twierdzić że człowiek nie wie co dla niego jest dobre, bo człowiek jest istotą mądrą, ale jednocześnie i głupią. Nie myśl sobie że jestem osobą trzecią, nie, ja jestem z wami, ja jestem człowiekiem, choć formalnie w tej książce jestem Bogiem, mogę wszystko.
Ale skończmy już tą bardzo przyjemną rozmowę, właściwie mój monolog, i przejdźmy do fabuły. Otóż Marcelina krążyła po domu. Raz po raz znikała w dębowej framudze drzwi do swego azylu, aby po chwili wycofać się w pośpiechu. Na zegarze zawitała szósta, wieczór był chłodny i nieprzyjemny, wielka dziura w niebie spowodowała że Ziemię zalewały strumienie zimnego deszczu. Bądź co bądź, to późna jesień, naprawdę nie ma się co dziwić. Na twarzy dziewczyny malowała się powaga wraz z wyraźnym zaniepokojeniem. Pusty dom był taki nieprzyjemny, w kątach kłębiły się złowrogie cienie mebli i najróżniejszych przedmiotów. Młoda panna właśnie wkroczyła do przedpokoju. Na żółtej ścianie wisiało obszerne lustro z wielką ramą z ciemnego drewna. Owy, zagadkowy bibelot który służył rodzinie Marceliny od kilku lat miał magiczną właściwość, potrafił odbijać wszystko to, co postawi się w jego zasięgu, z tą jedną wadą, w lustrze prawe jest lewe, a lewe prawe. Ale czy można winą tą obarczać martwy przedmiot? Marcelina minęła potężną komodę na buty, a już po chwili stała w kuchni swą ręką czochrając z wielkim zniecierpliwieniem swą bujną, rudą czuprynę. Trwało to zaledwie chwilę, a postać która nie mogła usiedzieć na miejscu ruszyła marszem w stronę okna. Martwa cisza panowała w całym domu od kilku godzin, dokładnie od momentu w którym szczęśliwa rodzina Piotrowiczów opuściła swe lokum aby udać się w zupełnie różne miejsca. I wreszcie, zmęczona Marcelina miała dość. Weszła do salonu i zrezygnowana usiadła na miękkiej sofie. Zanim jeszcze zdążyła położyć sobie rękę na czole i zacząć rozpaczać kątem oka dostrzegła biały prostokąt na stoliku do kawy. Jako iż wcześniej światło było pogaszone, dziewczynka szybko pochwyciła owy prostokąt który okazał się złożoną kartką i szybko podbiegła do lampy, po czym ją zapaliła.
„Kochana Marcysiu...
Naprawdę nie wiem od czego zacząć… Sprawy się bardzo pokomplikowały, nie zrozumiesz. Nie chciałam cię denerwować, to naprawdę nie miało być tak… Musieliśmy… wyjechać. Wiemy jak bardzo jesteś przywiązana do tego miejsca, ilu masz tu przyjaciół. Wrócimy niebawem, może nawet za kilka dni. Liczymy że jesteś na tyle dorosła i dotrwasz do naszego powrotu.
Mama”
- Że co?! – krzyknęła Marcelina przeczytawszy list do końca. Kartka wylądowała na ziemi, a sama dziewczyna wbiegła do swojego pokoju, aby pozostać tam do samego rana.

Noc była długa, Marcelinie udało się w miarę szybko zasnąć, aczkolwiek o północy obudził ją dzwonek komórki którą schowała w kieszeni swetra wiszącego na krześle obrotowym które stało przy biurku, naprzeciw łóżka. Dziewczyna podniosła się leniwie i odebrała telefon.
- Marcel? – odezwał się dziewczęcy głos ze słuchawki.
- Tak. – powiedziała od niechcenia Marcelina. – Czego chcesz o tej porze?
- Możesz wyjść?
- Eee… Teraz?
- Ano, właśnie teraz.
- Słuchaj Olka, jeśli myślisz…
- Dobra, dobra, wiem, ale to jest sprawa najwyższej wagi! Marcel, ty nawet nie wiesz jak wysokiej!
- Wpadaj do mnie, mam wolną chatę.
- Ale…
I w tym momencie Marcelina odłożyła słuchawkę. Rozejrzała się po ciemnym pokoju, po czym zapaliła światło. Azyl owej nastolatki był naprawdę uroczy, na półce leżało kilka płyt, dwa pluszami, oraz stał czerwony kwiatek. Na biurku panował porządek, a tornister krył się za rozkładanym łożem ustawionym na środku pokoju. Usiadła na krześle obrotowym które stało dosunięte do biurka i zakryła głowę rękami opartymi o blat.
Po kilku minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Marcelina zerwała się na równe nogi i przybiegła wnet do przedpokoju.
- Marcel, to ja! Otwórz! – zawołał znany jej głos, głos Olki.
Dziewczyna bez słowa otworzyła pierwszy zamek, potem drugi, i wreszcie nacisnęła za klamkę.
- Jestem! Nie uwierzysz! – oznajmiła wesoło koleżanka.
- Uwierzę. – zapewniła ją posępnie Marcelina, po czym weszła do salonu i schyliła się po kartkę którą pozostawiła na podłodze. – Czytaj. – nakazała Olce podając papier.
- O ho, ho! – zawołała ta po chwil czytania. – Ty szczęściaro!
- No co ty nie powiesz? Czego chcesz?
- Wiesz, z Mrozikiem poszłam na zdrapki…
- Mała hazardzistka…
- Mów co chcesz, jestem za szczęśliwa aby się wypierać! Jesteśmy milionerkami! Słyszysz?! – krzyknęła obejmując Marcelinę która w tym czasie odchodziła od zmysłów dociekając znaczenia słów „jesteśmy milionerkami”.
- Ale… Kto… Co…
- Jesteśmy milionerkami!
- My?
- Tak, my! Wyjedziemy do Grecji i będziemy sobie żyć! Jak w raju!
- I to wszytko?
- Mało?
- Dużo.
- Dobra, spadam, bo starzy zaraz zwalą się na chatę. – rzekła Olka, i już jej nie było.
Marcelina zamknęła drzwi nadal niedowierzając. Ona…? Milionerką…? Pogasiła światła, znużona udała się na spoczynek.
Ranek… Zimny ranek… Nie! To nie ranek! To noc! Ciemna noc! Więc czemu budzik Marceliny dzwonił? Ach tak… To już szósta… Dziewczyna podniosła się z łóżka po ciężkiej nocy i niechętnie zabrała się za poranne czynności. Dom państwa Kosów był niewielki, liczył sobie niewielki salonik, wąski przedpokój, małą kuchnie i dwa pokoje średnich rozmiarów. Zaraz, przecie zapomniałam o łazience i ubikacji! Nie martwcie się, nie były wcale duże, jak wszystkie pomieszczenia w domu! Ściany były głównie żółte lub pomarańczowe, tylko sufit lśnił bielą. Wychodząc dziewczyna włożyła do tornistra, bo w końcu był to piątek, kartkę, list który pozostawiła jej matka.

Oto szkoła… Największa zmora polskiej młodzieży. Ale uczyć się trzeba. Większość z was pewnie nawet na to nie wpadła. Nie dziwię się. Dorośli rozumują bardzo niejasno, co nie zawsze jest przejawem, och, matko, czemu ja to piszę? Przejawem… mądrości. Dorośli z reguły udają mądrych, ale czy mądrą rzeczą jest utrudnianie sobie życia aby osiągnąć nieosiągalny cel? Zaraz, a my mówimy o szkole Marcysi, tak? Ach… Tak… Ale szkoła Marceliny nie różniła się za bardzo od waszej szkoły. Był to jedynie duża bryła o kształcie, bo głupstwem byłoby rzec duży prostokąt, prostokąta połączonego wąskim, ale za to szerokim, niewielkim prostokątem z salą gimnastyczką, która była… bryłą o kształcie kwadratu! A to ci nowina! Tak, nie cierpię matematyki, zwłaszcza działań, sama geometria jest znośna. Tak czy siak, szkoła do której chodziła Marcelina nie była za specjalnie okazała. Budynek ten mieścił się w środku miasta. A zgadnijcie kogo imienia była owa szkoła… Ach… Zapewne pamiętacie małpkę Fiki Miki? A może w waszej głowie nadal żyje szewc Kopytko? Ano, ano, szkoła ta była imienia nikogo innego, jak Kornela Makuszyńskiego!
Dzwonek zadzwonił, ogłosił uroczyście że lekcje się już zaczęły. Marcelina bez entuzjazmu dotarła do klasy od polskiego. O ile się nie mylę był to segment D, a klasa miała numer „18”. A wiecie co? Jednak sprawdzę tą jakże istotną rzecz. A wiecie co? Pomyliłam się! Po stokroć was przepraszam! Nie dość, że numer sali to nie osiemnastka, a jedynka, to jeszcze wieść w którym segmencie się mieści jest fałszywa! Czyli sala ta mieściła się w segmencie B. Lekcja trwała długo. Każda minuta, a nawet sekunda dłużyła się niemiłosiernie. Piekielne zaimki, przyimki, podmioty szatana, orzeczenia imienne, przysłówki, rzeczowniki, przymiotniki… Kto by to spamiętał?! Nie Marcelina która tępym wzrokiem wpatrzona była w tablicę, a litery wręcz tańczyły hula przed jej oczami. Godzina mordęgi, a dźwięk szkolnego dzwonka mógł tylko ją wyzwolić. I… I w tej oto chwili, gdy dziewczyna straciła wszelaką nadzieję że to się skończy odezwał się wybawiciel! Dzieci wyszły z klasy zobaczywszy że nauczycielka zapisała już na tablicy pracę domową na weekend.
- Marcel! – zawołał dziwnie znajomy głos żeński z korytarza.
Dziewczyna odwróciła się słysząc swe przezwisko, jednak zaspany wzrok nie potrafił wyłapać źródła dźwięku.
- Marcel! Czemu nie odpowiadasz? – nagle z tłumu przed schodami wyłoniła się Olka która, jak w horrorze, chwyciła Marcelinę za rękę i nią potrząsnęła.
- Czego chcesz? – zawyła nieco podirytowana.
- Gdzie ty idziesz? Teraz przyroda!
- Na litość Boską… - po tych słowach Marcelina z Olką udały się pod salę.
Pod salą siedzieli chłopcy, trzej chłopcy, Kuba, Marcin i Michał. Kij wie o czym rozmawiali, naprawdę, nie chcecie wiedzieć. Dziewczęta także nie chciały wiedzieć, zresztą, mało odchodziła je konwersacja na poziomie „która marka papieru toaletowego jest lepsza?”.
- Znasz w ogóle tą ciotkę? – odezwała się Olka.
- Jaką znów ciotkę?
- No, tą o której mówiła twoja mama.
- Ja nadal nie wiem o co ci chodzi.
- O ten list!
- A, o to. Nie.
- Ciekawe kim ona w ogóle jest…
- Nie wiem. A wiesz co?
- W ogóle? Nie.
- Nadużywasz słowa „w ogóle”.
- Jestem do tego stworzona. No ale weź, powiedz jeszcze co tam pisze!
- Nic nie pisze.
- Nie rozumiem.
Jednak nie dane było dziewczyną dokończyć tej bardzo, ale to bardzo inteligentnej rozmowy, gdyż dzwonek obwieścił wszystkim, jak to ma w zwyczaju, że przerwa dobiegła końca.
Kolejna nudna lekcja… Tym razem o saprobiontach. Grzybki halucynogenne już są o wiele ciekawsze… Hm… Szkoda że nie uczą o nich w podstawówce, a może nawet i w gimnazjum, i w liceum? Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia jak to jest z tymi grzybkami. Marcelina siedziała sama w pierwszej ławce. Była to kara za przesyłanie sobie liścików, och, straszna mordęga! Tym czasem Olka, w ostatniej ławce, bajerowała Kubę. Marcysia zawsze zazdrościła Olce dobrego miejsca, ach, pech to pech. Kolejna godzina minęła. Dzwonek ponownie wyrwał klasę z paszczy grzybów i wszystkiego innego co znajduje się w ściółce leśnej… Powiem wam – wszystkie lekcje minęły tak samo. Później był angielski… Nudna lekcja o bardzo nudnych przedmiocie. A może przejdziemy od razu do WF’u?
- Ciamajdy! Ruszcie się! No! Atakujcie! – krzyczała Olka starając się podnieść na duchu drużynę dziewczyn z 6A. Na lekcji wychowania fizycznego dziewczyny były oddzielone od chłopców z tego względu, iż pracownia informatyczna mogła pomieścić zaledwie połowę klasy. I w ten czas właśnie chłopcy mięli informatykę. Mecz na boisku dopiero co się rozpoczął. Olka stała na bramce, bo dziewczynki grały z klasą piątą mecz piłki ręcznej. Marcelina zaś, grała w ataku. Piątoklasiści ruszyli do ataku, gdyby nie bramkarz, punkt byłby murowany. Lecz w ponownej zagrywce, czy jak to się to nazywa, zdobyli punkt. Olka upadła na kolana i rzuciła pod nosem kilka wyzwisk, może nawet i przekleństw, oczywiście, tak, aby pani tego nie usłyszała.
- Podnieś się! – odpowiedziała Olce zażenowana Marcelina. – Już!
Bramkarka podniosła się nie odpowiedziawszy Marcelinie. I tak oto kontynuowali mecz. Ale 6A udało się zdobyć aż dwa punkty, a 5C nadal pozostała ze swoim jednym punkcikiem. Po dwóch godzinach skończyli. Klasy ruszyły tłumnie do szatni. Olka i Marcelina, uprzednio się ubrawszy w swój normalny strój, pobiegły na autobus który miał zawieść je na osiedle Ługi, lecz nie był to szkolny autobus, lecz zwykły, podmiejski.
Powrót do góry
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 10:50 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Cynamonowa Noc
Gość





PostWysłany: Pią Lis 26, 2010 11:13 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zwykły, podmiejski, zwany Minibusem, którym Cyna codziennie dojeżdża do szkoły, jak mniemam.

Szczerze, opowiadanie Elki zauroczyło mnie. Nie wiedzieć czemu. A, i dowiedziałam się, że jesteśmy z jednego podwórka i przez pewien czas mieszkałyśmy razem na jednym osiedlu. Możliwe, że niejednokrotnie mijałyśmy się na ulicy. Zbieg okoliczności?

Czekam na dalsze części.
Powrót do góry
Arianna
Gość





PostWysłany: Pią Lis 26, 2010 11:16 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dziewięć lat mieszkałam w Otwocku. To piękne miejsce. ^^
No, ja muszę przyznać że ta Olka to ja. x3 A szkoła naprawdę istnieje, sama do niej chodziłam, sama siedziałam w sali numer 1, w segmencie B.

Dzięki.
Powrót do góry
Kami
Averso
Postać Specjalna
<b>Averso</b><br><i>Postać Specjalna</i>


Dołączył: 03 Cze 2009
Posty: 8009

PostWysłany: Pią Lis 26, 2010 1:31 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wąchocku? XD
Nie no pisać to ty umiesz, widać że masz talent i umiesz swoje ADHD wykorzystać na coś pożytecznego.

Weź mi napisz zajebisty opis do Karty postaci Kami xD

_________________
~KamiLionheart.
My Squiby

<center><table>
<tr>
<td>~X~
A co je?li ?ycie jest zbyt krótkie,
by podda? si? m?dro?ci milczenia?

You can't stop me, no
Everything I like to do I do it, so

Better step back, I'm coming
O o o oh yeah

Keep it up on the bass line
Today it is my time

Don't want no stupid boys
Listen to my stuff



MÓJ G?OS!
Twój koszmaR</td><td></td></center></table>

<tr>Nagroda w konkursie miss i mister forum!- mo?e jednorazowo porwa? kogo? silniejszego od siebie, jednak nie wi?cej ni? o 20 pkt </tr>

Avatar (c) ~KamiLionheart
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arianna
Gość





PostWysłany: Pią Lis 26, 2010 1:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

OTWOCKU. -.-

Opis do karty? Ale że wygląd, charakter czy co?
Powrót do góry
Kami
Averso
Postać Specjalna
<b>Averso</b><br><i>Postać Specjalna</i>


Dołączył: 03 Cze 2009
Posty: 8009

PostWysłany: Pią Lis 26, 2010 2:40 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Żewszystko xp
Historie xd

_________________
~KamiLionheart.
My Squiby

<center><table>
<tr>
<td>~X~
A co je?li ?ycie jest zbyt krótkie,
by podda? si? m?dro?ci milczenia?

You can't stop me, no
Everything I like to do I do it, so

Better step back, I'm coming
O o o oh yeah

Keep it up on the bass line
Today it is my time

Don't want no stupid boys
Listen to my stuff



MÓJ G?OS!
Twój koszmaR</td><td></td></center></table>

<tr>Nagroda w konkursie miss i mister forum!- mo?e jednorazowo porwa? kogo? silniejszego od siebie, jednak nie wi?cej ni? o 20 pkt </tr>

Avatar (c) ~KamiLionheart
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 10:50 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Arianna
Gość





PostWysłany: Pią Lis 26, 2010 3:01 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dobra, dobra, coś tam nastukam.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group