Forum Król Lew Strona Główna Król Lew
RPG [PBF] w realiach 'Króla Lwa' Nowy adres: http://pbf.krollew.pl/
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Forum przeniesione na adres: http://pbf.krollew.pl/
(c) by Bahiti

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bahiti
Gość





PostWysłany: Sob Kwi 03, 2010 12:51 pm    Temat postu: (c) by Bahiti Odpowiedz z cytatem

Hmm. To tak, będę tu wstawiać głównie obrazki, które rysuję w programie graficznym - obrazki lwów, wilków, albo czegoś innego. Na pewno będą jeszcze zdjęcia moich psów, które niedługo wstawię, i rysunki sztyletów. Możliwe, że będzie więcej rysunków, ale moja komórka jest raczej zepsuta, i nie mogę zrobić im zdjęć i przesłać na kompa, bo jest on za słaby na połączenie z aparatem cyfrowym. Oto pierwszy obrazek, Bahiti by me; mój aktualny av, jak widać, należy do malaiki4, i to jest odzwierciedlenie jej rysunku.



Jest to druga moja praca tego typu, pierwsza to był wilczek, zrobiony kilka lat temu, i już go usunęłam. Oceniajcie, krytykujcie.
Powrót do góry
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 10:53 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Bahiti
Gość





PostWysłany: Pon Kwi 05, 2010 12:20 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Następnym razem wstawię zdjęcia moich pieseczków, tymczasem daję opowiadanie.


Był to uroczy, wiosenny poranek. Napawał radością i pogodą ducha, rozochocone ptaszyny umilały dzień swym śpiewem, a ciekawskie zwierzęta opuszczały swe dotychczasowe kryjówki. Dwa zbielałe zające, które jeszcze nie zmieniły swej szaty, wpełzły spłoszone na trawiasty step, pokryty miejscami czerwonymi jak krew kwiatami. Poczęły strzyc słuchami, rozglądając się na wszystkie strony. Zastygły w bezruchu, gdy nagle zjawił się w pobliżu lis. Umaszczenie jego nie zatraciło w zupełności barwy, nadal miał nieco rudego koloru, zmieszanego z bladą szarością. Mało zwierząt odzyskało już naturalny kolor futra. Rudzielec uniósł łeb i wodził zaspanymi ślepiami po otoczeniu. Najwyraźniej był wygłodniały, wątłe cielsko pokrywały roztrzaskane gałązki, tak więc miał norę gdzieś w puszczy. Zwietrzył po krótkiej chwili zapach zajęczy, po czym oblizał się z lubością. –Fatamorgano!- rzucił w ostępy leśne, napinając tylne kończyny. Z ukrycia wyszła młoda suka, czarno-biała, która zapewne była psem rasy border collie. –Och, Collin, zawsze wszędzie tak pędzisz. Ja i Weronica za tobą zwyczajnie nie zdążamy!- mruknęła w stronę lisiej postaci karcącym tonem owa Fatamorgana. Na dowód jej słów chwilę potem zjawiła się zdyszana istota, która była w całości pokryta osmolonym kolorem. Wyglądała na siostrę borderki, okropnie zmęczoną poranną wędrówką. –Bogowie!- jęknęła, padając na mokrą od rosy ziemię. –Znaleźliście wreszcie coś do jedzenia?- głos Weroniki był pełen wyrzutu i goryczy. Najwyraźniej przyzwyczaiła się do życia jako kanapowy piesek, gdyż jej futro było wyjątkowo zadbane. Może obie suki pochodziły z terenów zamieszkanych przez ludzi, z pobliskiego miasteczka, nie ubogiego w kulturę? Zadbanych pieszczoszków było tam mnóstwo. –Nie.- rzucił, na skraju cierpliwości, rudy lis, w stronę Czarnej. Fatamorgana przewróciła oczami i zmierzyła bacznym spojrzeniem polankę, na której bytowały jeszcze zajęcze pomioty. –Zgłodniałam. Będziemy tylko tu stać i oddawać się jakże zbędnej paplaninie, czy wreszcie ruszymy na łowy?- w duchu przeklinała to wszystko. Miała skłonności do bycia istotą bardzo podejrzliwą, wymagającą, oraz sceptyczną. Poza tym, liczyło się to, że ostatnio było mało zwierzyny w okolicy, a inne sfory, składające się nie tylko z psów, ale i z psowatych, również były łase na pożywienie tak luksusowe jak króliki. Najgorsze były wilki. Nie miały litości, były bezwzględne nawet w stosunku swych pobratymców, którzy byli zdolni ukraść im kawał mięsa. Doprawdy, życie na tym krańcu Ziemi nie było różowe choć w ćwierci. Trojka psów zakradła się bezszelestnie między krzaki, odgradzające ich od zajęcy. Po chwili wszyscy wyskoczyli, niby poganiani biczem, ku nim, a jedna z suk przygwoździła do podłoża młodszego osobnika. Z okrucieństwem wbiła zębiska w krtań przerażonego stworzenia i zakończyła jego żywot. Do Fatamorgany (gdyż nią okazała się owa suka) dobrnął lis. –Wyśmienicie!- pochwalił towarzyszkę i oderwał jedna zajęczą nogę. –To dla koordynatora zadań, czyli dla mnie.- rzekł, niezwykle ubawiony swoim żartem – To... – oderwał kolejną kończynę zwierzaka – Dla Weroniki, za fatygę...- objaśnił, wykorzystując, iż border odwrócił się akurat od niego, i posłał filuterne spojrzenie pannie W. –A to, dla ciebie, piękna.- dodał jeszcze, uśmiechając się doń szeroko. Trącił łapą martwe truchło szaraka, chcąc, by znalazło się jak najbliżej Fatamorgany. Po chwili powrócił do jej siostry, wręczając jej króliczą nóżkę. – Widziałem już polowania bardziej obfite w talent... Ty akurat jesteś żywym tego przykładem... Ale ujdzie. Patrzże, jak nam poskąpiła jedzenia. Kawałek dla mnie, kawałek dla ciebie, a reszta dla niej! Egoistka. – wyżalił się suczce, kręcąc z niedowierzaniem łbem. Oczarowana rozmówczyni wpatrzyła się w niego z zachwytem i przytaknęła mu. –Tak, zawsze wolała, by wszystko należało do niej... Rządziła się niewyobrażalnie... Ależ co ja tu będę pleść, Collin’ie, może oddam ci swoją połówkę? Ja nie jestem zbyt głodna, wręcz nasycona wystarczająco...- odparła, rozpływając się nad lisem. I właśnie do tego on dążył. Jego wargi rozszerzył triumfalny uśmiech, który ukrył starannie pod maską wzruszenia, widocznego w jego ślepiach. –Cóż... Nie śmiem cię o to prosić, lecz skoro nalegasz tak bardzo...- następnie z lubością pożarł oba odnóża szaraka i oblizał się. Rozmawiając tak sobie w najlepsze, nie zauważyli, że Fatamorgana oddalała się od nich coraz bardziej, dostrzegając w krzakach większą, lepszą zdobycz. Mianowicie młodego żbika. Suka wdychała apetyczną woń kota, skradając się zań cicho. Najciszej, jak się mogło. Nie spostrzegła się, iż była już daleko, daleko od miejsca, gdzie słychać jeszcze głosy towarzyszów. Najważniejszy był tylko zwierz, który mógłby nasycić ich może nawet a kilka dni, o ile zbyt szybko nie zgnije. Na tę myśl pies uśmiechnął się do siebie, a rozszerzył wargi bardziej, gdy pomyślał, jakiż to dumny zeń będzie Collin. W tym niewielkim stadku, jeżeli tak w ogóle można by to nazwać, był on głową rodziny. Tymczasem Fatamorgana popełniła zasadniczy błąd, nadepnęła na gałązkę, a chrzęst łamanego drewienka spłoszył żbika, który rzucił się w bieg. Suczka jedynie za nim warknęła, ponieważ gdy miała już rzucać się w pościg za ofiarą, ujrzała przed sobą oszałamiający widok. Potężne zamczysko, zbudowane z perłowo lśniącego marmuru zachwycało swym majestatem. W pewnym momencie coś tknęło borderkę, a koleją rzeczy było, że zrozumiała, iż się zgubiła. –Collin! Weroniko! Gdzie jesteście?- wykrzyknęła zaraz zdenerwowana, obracając się w kółko. Jęknęła cicho, rozpaczliwie poszukując jakiejś drogi, która mogłaby zaprowadzić ją do przyjaciół. W pewnym momencie znalazła się w kropce. W pokoju bez wyjścia. Nie było żadnej drogi, wydeptanej przezeń dróżki, wokół tylko drzewa, drzewa, drzewa, oraz przenikliwa cisza. Pozostała jedna opcja, w postaci udania się ku fortecy.

* * *

-A gdzie się ona podziała? – zawołała z nagła Weronika, rozglądając się bacznie.
-Kto?- zapytał [Collin], również wodząc spojrzeniem po polance w poszukiwaniu Fatamorgany.
-Fatamorgana! Fatamorgana! Odezwijże się! Fatamorgana!- poczęła nawoływać siostrzycę Weronika, mrużąc oczy i próbując coś dostrzec w opadającej mgle. Lis również zaczął wołać koleżankę, nieco zaniepokojony przebiegiem sytuacji. Co też mogło się z nią stać? Gdzie się podziała? –Fatamorgano!- krzyknął raz jeszcze, nieporadnie się rozglądając. –Pobiegła tam! Jestem tego pewna!- rzekła suka, wskazując ruchem pyska na wschód. Stamtąd dochodził zapach jej siostry, więc można było to uznać za prawdopodobne. –A jeśli coś jej się stało?- jęknęła Weronika, pędząc w stronę obranego kierunku. Collin uczynił to samo, dobiegając do bordera krzyknął raz jeszcze imię zaginionej suczki. Biegli jak szaleni, przeskakiwali obalone pniaki, deptali świeżą, pokrytą rosą trawę, byle tylko odnaleźć Fatamorganę, która znajdowała się kawał drogi od nich. Gdy zabrakło im tchu, a doszli już nawet do wodospadu, który znajdował się niedaleko mistycznego zamczyska, o którym istnieniu nie mieli jeszcze pojęcia. Spod tafli wody wynurzyła się psia postać. Był to wychudły, czarny whippet. Na jego mordce malowało się szczere zdziwienie. –A co wy tu robicie?- zapytał aksamitnym głosem, kojącym zmysły. –Kim jesteś?- zapytała, zdziwiona tak samo jak nieznajomy, Weronika, patrząc z niedowierzaniem na psowatego. –Nazywam się Arletta. Przysłali was ci z zamku, nieprawdaż?- zagadnęła kpiącym tonem, otrząsając się z wody. –Jakiego zamku? Przecież tu nie ma żadnego zamku!- stwierdził Collin, kręcąc głową. W jego łbie krążyły różne domysły, typu „ta cała Arletta to jakaś wariatka”. W pewnym momencie Arletta zaśmiała się perliście. –A cóż mam powiedzieć o tobie? Dziwak? A więc jesteście Weronika i Collin. Czego tu szukacie, skoro najwidoczniej nigdy nie dane wam było słyszeć o zamczysku?- wyrzekła zjadliwie whippetka, unosząc ku górze łuk brwiowy. Weronika posłała jej przepraszający uśmiech i zgromiła rudego lisa spojrzeniem. –Właściwie kto rządzi tym całym zamczyskiem?- spytał nieśmiało rudzielec, przysiadając się do Arletty. –Nikt tego nie wie, a szczególnie już tacy jak ty się tego nie dowiedzą. Zamkiem rządzą niewidzialne siły. Kto raz wszedł do środka-już nigdy stamtąd nie wyjdzie.- objaśniła im. –A widziałaś może tu jakąś suczkę, wyglądającą jak ja? To moja siostra; zagubiła się podczas polowania.- powiedziała borderka, dokładnie oglądając teren w poszukiwaniu śladów, potencjalnie należących do Fatamorgany. –Nie, nie było jej tutaj. Ale zmierza do zamku. Moi szpiedzy ją odnaleźli. Teraz wiodą ją w pułapkę, gdyż zażyczył sobie tego ktoś inny, silniejszy ode mnie. – westchnęła, uśmiechając się pocieszająco do Weroniki. –Wiedziałam! Jest w tarapatach! Gdzie ten zamek, pokaż mi, szybko!- jęknęła suczka, popychając lisa. –Jest już przy wrotach. Biegnijcie!- wykrzyknęła złowrogo Arletta, nagle rozpływając się w powietrzu. Psy, a raczej pies i lis, nie marnowały czasu, by zgłębiać ową tajemnicę, tylko znów ruszyły przed siebie, w kierunku, który wskazał im whippet.

* * *

Wyraz zachwytu gościł na twarzy bordera, który z lekkością stąpał przez śnieżnobiały most, prowadzący do zamczyska. W jego łbie zawodziły nieziemskie głosy. – Idź... Idź.... Bądź naszym gościem, nie skrzywdzimy cię...- szeptały zdradzieckie dusze, prowadząc Fatamorganę do wrót zamkowych. Poddała im się ona bez większego oporu. Na pytania „Ale gdzie ja jestem? Gdzie moi przyjaciele” zbywały ją słowami, że nic im nie jest. Bo owszem, nic im nie było. Z każdym krokiem suczki deski mostu skrzypiały niemiłosiernie, jednakże żadna się nie załamała pod jej ciężarem. Fatamorgana wędrowała dalej, a chwilę później już znajdowała się przed wejściem do pałacu. Biel raziła ją w ślepia, była tak intensywna i czysta, że aż nierealna, niby wymysł. Nagle doszły do niej inne głosy, nawoływania. Krzyczały ‘’Fatamorgano! Nie!’’, ale suczka ich nie słuchała. Wszak prawdziwy był jedynie ten zamek, który był tak gościnny! W pewnym momencie most zaczął się zapadać. Na szczęście, nawet tego nie zauważając, Fatamorgana dobrnęła do twardego gruntu, a raczej do pięknych, oszlifowanych, marmurowych płyt. Wszystko tu było z marmuru, który wprawiał każdego w oniemienie. Ale czemu ten most zaczął się rozpadać na drobne kawałeczki? Fatamorganę przeraził krzyk, który wydobył się z czyjejś gęby. I wtedy go rozpoznała. Weronika! Ona tu była! Suka zapragnęła się odwrócić i przybyć doń, by jej pomóc, jednak jakaś tajemnicza siła nie pozwalała jej na żaden krok wstecz. Nie mogła nic zrobić. Iść naprzód. Ponownie pozwoliła owładnąć się siłą, a wrota anielskiego zamczyska rozwarły się ze zgrzytem. Przed oczami nie tylko Fatamorgany, ale również Weroniki i Collin’a, którzy kurczowo trzymali się łapami za uciekające im spod nich podłoże, ukazała się przepiękna dolinka usiana żółtymi i bielutkimi różami, oraz bratkami. Delikatne, zielone listeczki jabłoni szeleściły cicho, nucąc pogodną piosenkę. Właściciele pałacu jednak zdecydowali się wpuścić również siostrę Fatamorgany i rudzielca; unieśli się oni w powietrze i wylądowali przy niej. Niewidzialni zamkowi słudzy popchnęli ich w przód, aby jak najszybciej znaleźli się na terenie zamczyska. Wrota błyskawicznie zostały zatrzaśnięte, co zostało zagłuszone świergotaniem ptaków. Najwspanialsze miejsce na Ziemi. Przyjaciele nie mogli długo nacieszyć oczu krajobrazem, wreszcie odeszli z dziedzińca i otwarto dla nich potężne drzwi, oczywiście prowadzące do wnętrza budowli. Znikli za nimi, zamknięto je, a tymczasem wszystko stało się zmarniałe. Umarły kwiaty, zgniły pnie, nie było już trawy, lecz tylko czarne zgliszcza, szary popiół, wyniszczone ziemie. Było to tylko złudzeniem! Obrazem, dźwiękiem wpajanym w ich umysły, ale nic nie dostrzeżono. Biada im! Zostali wprowadzeni do sali tronowej, zdobnej w białe ornamenty, przedstawiające głównie śmigłe psy, szybujące w powietrzu. Może jakiś rodzaj aniołów? Jak wiele innych, i ta tajemnica pozostanie tajemnicą już na zawsze, albo Fatamorgana, Collin i Weronika wezmą ją do grobów. Puste, złociste trony, a było ich trzy, były tak majestatyczne, że aż onieśmielały przybyszów. Rozległ się po chwili głos, cudowny głos. W pobliżu nie było nikogo, kto mógłby wydać jakiś dźwięk prócz psów i lisa. –Przyprowadziliście ich? Możecie więc wracać do waszej pani. Idźcie, i zostawcie nas samych. – rozkazał dziewczęcy głos, zapewne wyganiając chwilę później sługi. –A więc ośmieliliście się zaszczycić nas swą obecnością? Jak mogliście naruszyć bezprawnie ziemie, należące do najpotężniejszych istot?- krzyknęła suka, która nagle pojawiła się na środkowym tronie i spoglądała na nich z nienawiścią. –Wiedźcie, że macie do czynienia z bóstwami, którym nadano imiona Katya, Jaspis oraz Jasper. I to ich...-na to słowo nałożono duży nacisk-...Macie się słuchać! Jaspis, Jasper, ukażcie się tym plugawcom.- reakcja psich imienników była natychmiastowa, dwa potężne dobermany zeskoczyły z powietrza na suczki i przyszpiliły je do chłodnej podłogi. –Poznaliście już mych braci. Teraz możecie złożyć nam pokłon.- mruknęła władczym tonem Katya, podchodząc z gracją do Collin’a. Jak pod wpływem zaklęcia, Fatamorganie, jej siostrze i lisowi ugięły się łapy i skłonili się, doprawdy nisko, przed stworzeniami. Katya uśmiechnęła się triumfalnie do rudzielca i ruchem, dla Collin’a zapewne przeklętego, łapska nakazała mu położyć się na posadzce. Trąciła jego bezwładne ciało i westchnęła z zachwytu. –Cóż za mięśnie... Wątła postura... – rzekła miękko, gładząc go przednią kończyną po łbie. Natomiast bracia bogini wykazywali zainteresowanie Fatamorganą. Jasper sprawił, że Weronika pozostała bez ruchu, więc spokojnie mogli zająć się jej siostrzyczką. –Dawno nie widziałem tak uroczej osóbki, nie uważasz, bracie?- zaśmiał się diabelsko, podchodząc do border collie. –Tak, tak, okaz zdrowia, niczego sobie. Co z nią zrobimy? Teraz należy już do nas, musi nam usługiwać... Oczywiście zanim rychło nie postrada życia.- jego kpiący śmiech brzmiał identycznie, jak śmiech brata. Jaspis ukazał przed Fatamorganą kły i posłał jej filuterny uśmiech. –Hej, zostaw ją!- krzyknął Collin, odpychając od siebie Katyę. Bóstwo uznało to za najwyższy przejaw arogancji, więc zdzieliła lisa potężnym uderzeniem w pysk. –W sumie ta druga też może być.- zadecydował jednak Jaspis, zdejmując urok z Weroniki, który rzucił nań Jasper. Zdenerwowana suczka podeszła do Collin’a i spojrzała na niego karcąco. –Czemu ją bronisz?- pisnęła, również obdarzając go uderzeniem, na co Katya zaśmiała się kpiąco. –Czemu? A ciebie obroniłby małżonek, prawda? Dlaczego z nim ma być inaczej?- mruknęła opryskliwie Fatamorgana, jednak nie mogła podejść przez braci-bóstwa do Weroniki. –Słucham? Obroniłby, i owszem, ale nie widzę tu żadnej istoty zabiegającej o twoje względy! –odszczeknęła się borderka. –Szczególnie o twoje! Collin jest mi oddany!- zawołała Fatamorgana. –Mnie!- odparła Weronika, aż w końcu pogardliwie traktujący całe zajście bogowie zamknęli im pyski ruchem łap. –Zaczynamy zabawę.- zarządziła Katya, wzywając do siebie Jasper’a i Jaspis’a, którzy na komendę obwiązali szyję wierzgającej Fatamorgany sznurem i podeszli do siostry. Po chwili magiczna lina spętała Weronikę i oszołomionego lisa, po czym powiodła wszystkich pod trony bóstw. Bóstwa rozpłynęły się w powietrzu i zjawili się na swych fotelach, uśmiechając się do siebie. –Unieś.- rozkazała Katya, na co mocny sznur wyfrunął nad ziemię, podduszając przy tym psowate. –Opuść.- zawołał Jaspis. Lina uczyniła to. –Unieś, unieś.- krzyknął opętańczo Jasper, na co lina się uniosła. Z każdym poleceniem Weronika, Fatamorgana i Collin tracili dech, byli coraz bliżej niechybnej śmierci, pomiatani i obdarzeni obelgami. –Opuść. Teraz rzuć ich o ścianę.- wyrzekła bogini, najmniej przejmując się losem piesków. I to sznur uczynił, a z każdym działaniem jego nici poczęły się rozpadać. Na skraju życia śmiertelnicy zostali obici o twardą ścianę pałacu, co spowodowało, że ukazało się jego prawdziwe oblicze. Podłoga zrobiła się czarna jak smoła, ów barwa zaczęła rozpływać się po wnętrzu zamczyska, rzeźby zamieniły się na przedstawiające sceny mordu, słychać było czyjeś krzyki i jęki. Psy i lis ujrzeli to wszystko, po czym oniemieli z przestrachu usłyszeli ostatnie zadanie, jakie miały spełnić zaczarowane więzy. –Zabij!- syknęli równocześnie bogowie, wskakując na krawędzie tronów i kołysząc się na nich. Uszy zgromadzonych niemal zostały pozbawione tego zmysłu, jakim jest słuch, gdyż rozległ się w nich pisk niesamowicie mrożący krew w żyłach. Lina uniosła się na kilkanaście stóp, więzy rozluźniły się, a sam sznur spłonął czarnym ogniem. Psie ciała spadały na ziemię, a w chwili, gdy jej dotknęli, rozległ się chrzęst złamanych kości, huk, a na koniec...
Przedśmiertny krzyk.


Ostatnio zmieniony przez Bahiti dnia Pon Kwi 05, 2010 1:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Amarth Shetani SkoirArato
Szeol
Pani Gehenny
<b>Szeol</b><br><i>Pani Gehenny</i>


Dołączył: 09 Sie 2008
Posty: 9573

PostWysłany: Pon Kwi 05, 2010 1:33 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Masz bardzo fajny styl, ale... Do cholery, proszę Cie, większa czcionka jak i dialogi przenoś akapit niżej. Nienawidzę tak czytać, jednym ciągiem.

Ogólnie, z tego, co dałam radę wywnioskować, zanim oczopląsu dostałam, zgrabnie piszesz. Bardzo. Lekko.

_________________
<center>.G H E T T O E L E C T R O.
Stop this Monster!


??????? ???????? ????????

No matter how many deaths that I die, I will never forget.
No matter how many lifes that I live, I will never regret.



There is a fire inside of this heart and a riot about to explode into flames.
Where is your
G o d? Where is your G o d? Where is your G o d?!


{...}I DON'T WANNA BECOME THE FUCKIN' GARBAGE LIKE YOU.{...}


||THE reverse side of beauty it dyed by beloved FILTH. ||
</center>

Avatar (c) Levis
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bahiti
Gość





PostWysłany: Pon Kwi 05, 2010 1:48 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dobra, dobra, powiększę, ale po prostu to takie długie jest... Więc automatycznie zmniejszam, z przyzwyczajenia. Także przyzwyczaiłam się do dialogów w jednym ciągu, no cóż. Powstawiam potem moje starsze opowiadania, które zamieściłam gdzieś tam.
Powrót do góry
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 10:53 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Amarth Shetani SkoirArato
Szeol
Pani Gehenny
<b>Szeol</b><br><i>Pani Gehenny</i>


Dołączył: 09 Sie 2008
Posty: 9573

PostWysłany: Pon Kwi 05, 2010 2:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

I od razu lepiej. Nie zmniejszaj. Kij z tym jak długie - Oczy bolą.

Dialogi w jednym ciągu mi zawadzają, nie potrafię się na nich skupić. Czytam, czytam, a po chwili ,,O, o... To była wypowiedź?".

_________________
<center>.G H E T T O E L E C T R O.
Stop this Monster!


??????? ???????? ????????

No matter how many deaths that I die, I will never forget.
No matter how many lifes that I live, I will never regret.



There is a fire inside of this heart and a riot about to explode into flames.
Where is your
G o d? Where is your G o d? Where is your G o d?!


{...}I DON'T WANNA BECOME THE FUCKIN' GARBAGE LIKE YOU.{...}


||THE reverse side of beauty it dyed by beloved FILTH. ||
</center>

Avatar (c) Levis
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group