Forum Król Lew Strona Główna Król Lew
RPG [PBF] w realiach 'Króla Lwa' Nowy adres: http://pbf.krollew.pl/
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Forum przeniesione na adres: http://pbf.krollew.pl/
Tasiemiec - "ucieczki" wersja długa.

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nuko
Samotnik
Mistrz Gry
<b>Samotnik</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 23 Lip 2009
Posty: 2487

PostWysłany: Pon Paź 26, 2009 10:13 pm    Temat postu: Tasiemiec - "ucieczki" wersja długa. Odpowiedz z cytatem

Tak, postanowiłam przerobić moją tragiczną 'Ucieczkę' na tasiemca wieloodcinkowego. Co z tego będzie - nie mam pojęcia. Ale zaczynamy ;3

UCIECZKA


Ucieczka. Oto, co zaprzątało głowę młodej kobiety. O tym, iż jest nieposuniętą w latach kobietą mówiły kształty jej ciała, choć zasłonięte szczelnie grubym, czarnym płaszczem. Mówiła to także jej fryzura. Włosy wypływały spod kaptura długimi falami, początkowo krucze, jednak na długość małego palca przed końcami zmieniały barwę na śnieżną biel. Siedziała owa niewiasta na kamiennej posadzce, gdzieniegdzie usianej strzępami siana czy błotnistym odciskiem stopy strażnika. Otaczały ją cztery ściany, które, na jej upodobania – były stanowczo zbyt blisko siebie. Co innego sufit – ten wznosił się ku górze, jakby szydząc z niej. „Gdybyś tylko miała skrzydła. Gdybyś mogła mnie doścignąć”. Dlatego nieczęsto unosiła wzrok. Pod ścianą stała wąska prycza, obrzucona słomą. Jej posłanie. Usłyszała uderzenie silnej pięści o kraty. Podniosła się więc z ziemi, majestatycznie, jakby kroczyła ukochaną leśną ścieżką, nie drobiła kroki w skandalicznie ciasnej przestrzeni lochu. Wysoki but do jazdy konnej natrafił na pozostawione przez poprzednich więźniów nieczystości. Wzdrygnęła się lekko z obrzydzeniem. Choć pozostawała tu już tyle dni, wciąż zachowywała się jak księżniczka na zamku, pani na dworze. Nie, żeby brzydziła się wszelkiego brudu, ale zwracała zawsze szczególną uwagę na swój ubiór. Nieważne. Faktem było, iż musiała stąd uciec. Jednak.. Jak? Odebrała od strażnika kubek wody i pół bochenka czerstwego chleba. Ten zaś wpatrywał się w nią jak zaczarowany. Był to rosły chłopak, acz młody. Straż przy tej kobiecie pełnił po raz pierwszy. Zdumiał się więc jej urodą, jak każdy jego poprzednik. Hardo patrzyły ku niemu krwistoczerwone oczy, skórę miała niemalże białą, zaś rysy szlachetne. Wyraz jej twarzy mówił „Odejdź, nim stracisz swe życie”. Stał tam, gotów odsunąć się, spełniając niemą prośbę. W tej jednak chwili dziewczyna odsunęła długą grzywkę, wpadającą jej do oczu. Niechcący zrzuciła przy tym wiecznie noszony kaptur. Chłopak zachłysnął się. Uszy jego więźnia bowiem zwężały się ku górze, nie pozostawiając żadnych wątpliwości. Była Eflką.

Wieczór. Z korytarza dochodziły ciche głosy strażników, spacerujących wzdłuż cel. Klucze brzękały przy pasach, buty uderzały o przypadkowe przedmioty pozostawione na ziemi przez anonimowych właścicieli. I nagle drzwi celi otworzyły się. Wepchnięto przez nie młodego mężczyznę, o twarzy owiniętej czarnym suknem, jakby chustą. Zmrużyła ślepia, patrząc na młodzika z niechęcią. Kolejny współlokator. Ehh, niechże sobie będzie, ale ona nie zwróci na niego uwagi. Co to to nie. Do tego się zniżać nie będzie. Uśmiechnęła się zimno, kryjąc ślepka pod długą grzywką. Skuliła się na pryczy, kolana przytuliła do piersi. Sprawiała wrażenie zniechęconej życiem i słabej. Lecz nic bardziej mylnego. Chłopak zatoczył się, padł na podłogę. Ten długo nie wytrzyma przeszło jej przez myśl. Rozpaczać po nim nie będzie, to na pewno. Rzuciła mu ironiczny uśmieszek, który jednak zamarł jej na ustach, gdy dostrzegła oczy owego nieznajomego. Fiołkowe, lśniły dziwacznym blaskiem. To nie były oczy zwykłego człowieka, ona wiedziała to bardzo dobrze. Odważyła się pokazać twarz, odsunęła włosy niedbałym gestem.
- Vendui. Jak brzmi twe imię?
Chwilę patrzył na nią bezradnie, jednak wreszcie postanowił odpowiedzieć.
- Nie mam żadnego. Jeśli musisz się do mnie zwracać, mów Ast.
Kiwnęła głową. Nie zamierzała zdradzać swego miana.

Kilka dni zajęło jej poznanie mężczyzny, jednak było warto. Wiedziała o nim wszystko to, co było potrzebne. Posługiwała się zaś swymi danymi z taką zręcznością, że nie wyjawiła mu nic ponad to, czego sam się domyślił. Jedno mieli wspólne: pragnienie ucieczki. Siedzący pod ścianą Ast uśmiechał się krzywo, poruszając palcami nad rozwartą dłonią. Po chwili w lochu zapłonął zimny, błękitny ogień. Dziewczynie odebrało mowę. Jednak było coś, czego jej nie powiedział. Mag. A to ciekawe. Zastanawiało ją.. Jak dobry. A nawet, jeśli był partaczem, wątpliwe, by działał w pojedynkę. Słyszała jego opowieści, wiedziała, że nie był samotnym wilkiem. Czekała więc cierpliwie. On jednak wydawał się wybitnie nierozumny. Musiała więc ubrać to w słowa.
- Aaaaast..?
- Tak? - rozległo się pod ścianą.
- Myślisz czasem o.. ucieczce?
Usłyszała jak wciągnął oddech. Zmrużyła ślepia, ciekawa odpowiedzi. Jeśli jakąś otrzyma. Mężczyzna westchnął.
- Wiedziałem, że spytasz prędzej czy później. Bezbronna dziewczyna w lochach musiała o tym myśleć..
Poczuła nieodpartą chęć uderzenia współlokatora. Ja ci dam bezbronną dziewczynę, krzyczało w niej wszystko. Gotowała się, jednak nie powiedziała słowa. Lepiej się nie zdradzać.
- Dziś w nocy.
Głośno wciągnęła powietrze. Dziś w nocy? Będzie ciekawie, nie ma co.

Nie zadawała pytań, milczała, jak jej polecił. Czekała. On majstrował coś przy drzwiach, cegłach w ścianie.. Nie zwracała na to uwagi. No, ruszaj się. Ruszaj, nim ktoś się zainteresuje, co robisz! Jednak on z lubością przeciągał tę chwilę. Rozkoszował się każdym jednym brzękiem. Wkrótce jednak dało się słyszeć pojedynczy trzask. Byli wolni. Ruszyli po korytarzach, rozglądając się. Dziewczyna co chwilę rzucała Ast'owi poirytowane spojrzenia. Jak ten gość ją wkurzał.. Stłumiła warknięcie. Na każdym kroku pokazywał swoją wyższość. A jednak było w nim coś.. Coś, co kazało pozostać przy nim na każde wezwanie. Nawet szedł w dziwacznie pewny sposób..

Zastanawiało ją coś jeszcze. Nie spotkali ani jednego, ani nawet pół strażnika. Gdzie ich wywiało? Ale nieważne. Wiedziała jedno. Po takim czasie w niewoli wreszcie powróci do lasu, do swojego życia. Uśmiechnęła się. Byli coraz bliżej wyjścia. Podnieśli porzucone przez kogoś noże i miecze, nie zatrzymali się jednak. Za duże ryzyko. Tak też dotarli aż do bramy głównej. I na zewnątrz.. Ast już odwrócił się do niej, oczekując oklasków i pieśni pochwalnych, jednak..
- Kha..a..a.. - wydobyło się z jego ust, ukrytych za tajemniczą chustą. Wpatrzył się z przerażeniem w ostrze przeszywające jego pierś. I dłoń, trzymającą trzonek. Skórzana rękawica bez palców, blada cera.. Uniósł wzrok. Dziewczyna z szalonym uśmiechem mordercy przyglądała mu się.
- Żegnaj, Ast.. - szepnęła. I odbiegła w ciemność. Uciekła. Od pierwszego towarzysza walki. Ucieczka.. Całe jej życie było ucieczką. Ucieczka..
<center>~</center>

Noc. Trwał czas Mroku, a ona mknęła przez las. Wiatr rozwiewał jej włosy, leśne stworzenia nuciły trwożną pieśń. Oto wyrwała się na wolność Szalona Piękność, ta, która to do końca żyć winna w zamknięciu. Za pasem miała broń, z ostrza kapała ciemna, zgęstniała już ciecz. Kap, kap, kap. Śmierdziała tchórzostwem ucieczki. Jednak właścicielka feralnego mieczyka nie martwiła się tym zbytnio. Niech śmierdzi, niech kapie. Wreszcie wyszła. Śpiewajcie śniące drzewa, śpiewajcie o wolności! Biegnąc, podskoczyła wysoko i okręciła się. Czuła przypływ sił, czuła dziwaczną chęć życia. Czy tak właśnie jest, gdy uniknie się niewoli? Najwyraźniej. Nie spieszyła się, była już wystarczająco daleko od posępnego gmachu więzienia. Zmrużyła karmazynowe ślepka, rozglądając się wkoło. Dobra.. Pora się zatrzymać. Biegła akurat przez młody lasek, pełen niewysokich drzew. Gdy ruszyła w mrok pomiędzy nimi, leśne stworzonka w panice uciekały przed nią, kryjąc się gdzie mogły. Ona zaś stąpała bez lęku, szukając dogodnego miejsca. I dostrzegła je. Skupisko niskich, cieniutkich drzewek, wręcz dziwacznie blisko siebie. Idealnie. Kilka z nich związała razem czubkami, a potem obłożyła powstały szkielet szałasu gałęziami i ściółką. Może nie jest to coś, czego oczekiwała, ale na pierwszy dzień wystarczy. Wdychając zapach liści, owinęła się szczelnie ciepłym płaszczem i zasnęła, uśmiechając się leciutko. Wolność.. Ucieczka.. Ostatnim, co dostrzegła przed zaśnięciem była przerażona twarz współwięźnia, gdy poczuł ostrze. Ast, ty tchórzu. Nawet w oblicze śmierci nie spojrzałeś mężnie. Ty pozerze za dychę.. Westchnęła. Pora spać.

Wybaczcie taki mały dopisek do oryginału, ale czasu mam mało, a chciałam dzisiaj zacząć ;3

_________________
<center>[url=http://www.youtube.com/watch?v=kO4BF67pvsc&feature=player_embedded]

We had joy, we had fun, we had seasons in the sun

But the hills that we climbed

Were just seasons out of time.



All our lives, we had fun, we had seasons in the sun

But the stars that we reached were just starfish on the beach.



Mój kolor moderowania - #9966CC
</center>

Avatar (c) Kira-immoral
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 02 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 02, 2016 9:05 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group