Forum Król Lew Strona Główna Król Lew
RPG [PBF] w realiach 'Króla Lwa' Nowy adres: http://pbf.krollew.pl/
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Forum przeniesione na adres: http://pbf.krollew.pl/
Pojedynki
Idź do strony 1, 2, 3 ... 16, 17, 18  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Felija
Wojownik
Mistrz Gry
<b>Wojownik</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 7330

PostWysłany: Pon Paź 05, 2009 11:24 am    Temat postu: Pojedynki Odpowiedz z cytatem

Cóż to te pojedynki? Ano, chodzi o to, że dwie osoby piszą opowiadanie / wiersz / robią rysunek na wybrany przeze mnie temat.
Pierwsza praca: opowiadanie. Może być o lwach, ludziach, kotach, wilkach, co tam chcecie. Temat napiszę, gdy już wybiorę osoby biorące udział.
Niech chętnie zgłaszają się do mnie na pw. Macie na to tydzień (do 12.10.09 włącznie). Na samo napisanie opowiadania są dwa tygodnie. Dane osoby muszą umieścić je w tym temacie przed upływem danego dnia / godziny. Najlepiej jak najpóźniej, by druga osoba nie mogła niczego ściągnąć. Następnie każdy użytkownik może zagłosować na wybraną pracę, najlepiej z jakimś sensownym uzasadnieniem. Ta, która zdobędzie najwięcej głosów, wygrywa.
Nagrody oczywiście będą.

Tak więc, czekam na zgłoszenia. Wszelkie pytania proszę zadawać w tym temacie.

_________________
<center>
</center>
Posiadam jednorazowy karnet na ucieczk? od porwania.

Avatar (c) trinesr
Logo (c) Desevera
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 11 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 10:52 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Felija
Wojownik
Mistrz Gry
<b>Wojownik</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 7330

PostWysłany: Pon Paź 12, 2009 5:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Termin zgłoszeń minął. Uwaga, uwaga...
Macie dwa tygodnie na wklejenie pracy do tego tematu. Radzę zrobić to jak najpóźniej, by druga osoba nie mogła niczego ściągnąć. Później odbędzie się głosowanie.

<center>Czas: Do 26.10.09, godz. 18.00.

Co: Opowiadanie.

Temat: Ucieczka.


Uczestnicy:

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...


Amarth Shetani vs. Blood</center>


Życzę powodzenia. ; )

_________________
<center>
</center>
Posiadam jednorazowy karnet na ucieczk? od porwania.

Avatar (c) trinesr
Logo (c) Desevera
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Amarth Shetani SkoirArato
Szeol
Pani Gehenny
<b>Szeol</b><br><i>Pani Gehenny</i>


Dołączył: 09 Sie 2008
Posty: 9573

PostWysłany: Nie Paź 25, 2009 7:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dobra, łapcie to gówno.

Śmiertelna namiętność

Są takie miasta, które błyszczą pośród ciemności nocy. Są takie miasta, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Tkwią uparcie w pamięci, niczym blizny na dłoniach bądź znamiona na twym ciele. Pośród tych wyjątkowych miejscowości znajduje się Paryż. Stolica Francji, miasto zakochanych, poetów, artystów i... kurtyzan. W centrum, pośród wąskich, brukowanych uliczek, oświetlonych ciepłym światłem latarni, znajduje się placyk. Niczym się nie wyróżniający. Mały skwer, sklepy, bary... I dziwna budowla. Młyn. Czerwony młyn... Czy już wiesz?
Tak, to Moulin Rouge.
Najsłynniejszy teatr, w którym sceny pożądania i namiętności to sprawa normalna. Piękne kurtyzany, w kusych sukienkach, falbanach i gorsetach kuszą męską część publiczności jednym spojrzeniem, jednym ruchem dłoni. Mężczyźni, dobrze zbudowani i nieposkromieni, Swym głosem zadziwiają damską partię widowni. Każda z pannic, wygodnie siedząca w wygodnym fotelu, marzyła, by chociaż na jedną noc mieć za kochanka głównego aktora. Argentyńczyk, patrzący z góry na wszystkich, miękkim, kocim ruchem złapał Swą partnerkę w tangu, odchylając ją niebezpiecznie w tył. Błysnął zębami w zadziornym uśmieszku, podrywając ją w górę. Czarnowłosa, drobna istotka objęła dłońmi jego twarz. Karminowe wargi ujęły jego w namiętnym, scenicznym pocałunku. Przez co za chwilę wylądowała na podłodze, w ponoć, bolesnym upadku. Argentyńczyk, w napadzie dzikiego szału złapał sztylet, leżący na małym stoliczku obok i rzucił się na czarnowłosą kurtyzanę.
Kurtyna opadła, wzniósł się kurz, wraz z głośnymi oklaskami widowni. Niesamowite! Piękne! Olśniewające!
Grupowy ukłon, znów kurtyna opada. Teraz stajemy się prawdziwi, tacy, jacy jesteśmy. Jakich nas stworzono. Szczuplutka pannica odwróciła się na pięcie, zamiatając puszystym ogonem sukni o ziemię. Bystre, błękitne ślepka błysnęły w lampionach, podwieszonych nad aktorami. Argentyńczyk uśmiechnął się krzywo, znów szczerząc ząbki:
- Udany wieczór, prawda, Nasz diamencie? - Karminowe usteczka kurtyzany wykrzywiły się w uśmieszku podłym, niczym myśli mężczyzn, oglądających jej wyuzdany taniec.
- Owszem. - odparła słodkim głosikiem, niczym gruchanie gołębia.
Tancerki, zebrane wkoło, zaszczebiotały radośnie. Długie falbany sukien lśniły barwami tęczy, a mocny makijaż błyszczał brokatem. Porcelanowe cery ich buziek rozświetlał uśmiech. Chantal, czarnowłosa gwiazda Czerwonego Młyna, podeszła do Swych koleżanek. Pióropusz zbierał brud i kurz z drewnianej podłogi.
- Ines, rozprułaś prawy szew ogona. - zauważyła spokojnym głosem dziewczyna, spoglądając na smętnie zwisające, fioletowe falbanki.
- Niestety – odparła udawanym smutkiem tancerka – Ktoś mnie przydeptał! - rzekła, łypiąc podejrzliwie na Oceane. Blondynka, oskarżona o zniszczenie kreacji, prychnęła niczym rozjuszona kotka. Zarzuciła loczkami, kładąc dłonie na biodrach.
- Ja nic nie wiem – odparła, udawaną słodkością. Chantal pokręciła głową, uśmiechając się pobłażliwie. Jak na co dzień, jak na co dzień.... Zawsze ta sama śpiewka, od wielu, wielu lat.
Pod latarniami uliczek Paryża kryły się historie nie do opisania. Klarowne, acz smutne, pamiętniki dziwek, których noce wypełnione pożądaniem, a dni snem i marzeniami o wspaniałym życiu... Jeśli odniosły sukces, nie były już szmatami, acz tancerkami nocy. Jednakże, jeśli podpadły klientom, najczęściej szły na straty, wytykane palcem jak trędowate. Chantal była gwiazdą, najpiękniejsza tancerką Moulin Rogue, jaka kiedykolwiek występowała. Niesamowity talent do śpiewu dodatkowo pomagał wybić się na wyżyny.
Jackques, młody scenarzysta, ekscentryczny marzyciel, złapał za łokieć czarnulkę, ciągnąc za sobą. Zaskoczona Chanti, wyrwała mu się, patrząc na niego buntowniczo.
- Co się dzieje? - zapytała oschle, zadzierając nosek. Mężczyzna roześmiał się w głos, kręcąc głową.
- Dziecię me kochane, muszę zaznajomić Cię z pewną osobą. - rzekł tajemniczym głosem.

W pokoju było ciemno. Chantal, ubrana w kusą, czarną sukienkę, siedziała w miękkim fotelu, a zgrabne nóżki skrzyżowała. Czarne pantofelki z kokardką ginęły we włochatym dywanie. Koronkowy, delikatny szlafroczek, narzucony na jej ramiona, otulał jej alabastrową cerę. Naprzeciwko niej siedział elegancki, rosły mężczyzna. Smoking, idealnie dopasowany, podkreślał jego budowę ciała. Cylinder oraz białe rękawiczki leżały na jego kolanach. Łaknął wzrokiem szczuplutką sylwetkę kurtyzany. Nie żałował ani moment Swej decyzji, by tu przyjść. Jeżeli tylko czarnula będzie jego... Zapłaci miliony! Miliardy! Klub wybije się na szczyt, a on posiądzie najpiękniejsza małżonkę. Sułtani, królowie, mężowie będą o nią walczyć. Ale on nie odda im skarbu, o nie... Będzie tylko jego.
- Miły Panie... Jeżeli dobrze zrozumiałam, pragniesz, bym wystąpiła w Twym przedstawieniu. - powiedziała cicho Chantal, racząc mężczyznę zalotnym spojrzeniem spod długich rzęs. Ten uśmiechnął się zimno, kiwając lekko głową:
- Owszem.
Kurtyzana uśmiechnęła się również, wzruszając ramionami. Podniosła się z siedziska, krzyżując delikatnie stopy. Harold, możny Pan Paryża, wodził za nią wzrokiem. Wolno, napawając się jej widokiem. Po chwili podniósł się również, podchodząc ku niej. Objął ją dłonią w pasie, przyciągając do siebie. Jej drobne ciałko przywarło do jego. Silna dłoń zjechała poniżej pleców, muskając teraz pośladki czarnulki. Jej karminowe wargi rozchyliły się nieznacznie:
- A warunki? - Tu mężczyzna uśmiechnął się, łypiąc na nią z góry. Jego orzechowe tęczówki lśnił lodem. Zanurzył Swą twarz w jej loczkach.
- Sukces przedstawienia... - szepnął cicho, muskając gorącym powietrzem delikatną skórę jej szyi. Chantal odchyliła głowę, czując dreszcze na plecach. Klient, mogący uczynić ją aktorką... Marzenia się spełniały. Słowa ugrzęzły w gardle, a wargi Harolda zatopiły się w jej, napierając z całych sił. Pocałunek pełen pożądania. Namiętności. Musnął jej podniebienie, lekko przegryzając wargę. Cofnęła się o krok, on ruszył za nią.
Padli na łóżko, otulone satynową pościelą. Chłód materiału sprawił, iż gęsia skórka objawiła się na moment Chantal. Oplotła dłonie na jego karku, poddając się jego pieszczotą. Zsunął szlafroczek z jej ramion, masując każdy skrawek jej ciała.
- Po drugie, masz być tylko moja... - szepnął do jej ucha, z parszywym uśmieszkiem. Czarnulka zamarła na moment, chociaż domyślała się, iż tak to będzie wyglądać. Zmrużyła błękitne oczęta:
- Rozumiem. - odpowiedziała cicho, muskając karminowymi wargami jego policzek.
Nie było to do końca prawdą. Chantal była związana z młodym grajkiem, który pisał muzykę dla kabaretu. Obiecali sobie, iż zawsze będą ze sobą, cokolwiek pójdzie nie tak. Acz czym była gra aktorska dla tak wspaniałej kobiety, jak ona? Zamąci mu w głowie, a potem wykorzysta sytuację. Zostanie aktorką, zarobi i wyjedzie wraz z Remy'm.
Sukienka wylądowała na ziemi, tak samo jak reszta bielizny. Harold pieścił jej ciało, a fale gorąca napływały z każdą chwilą. Zacisnęła piąstki na pościeli, z błogim uśmiechem...

Na dole zaś trwało sprzątanie. Remy, zmęczony, usiadł na rozklekotanym krześle, odgarniając piaskowe kosmyki z czoła. Szare oczy, bystre jak u sokoła, rozglądały się za Chantal. Zmarszczył lekko brwi, czując jej brak. Czemu jej nie było? Coś się stało? Argentyńczyk podszedł do muzyka, opierając się o drewniany filar. Wyciągnął cygaro, lekko 'zmęczone' i odpalił od świeczki na stole. Przeciągnął się, a mięśnie napięły się:
- Szukasz Naszego kwiatuszka?
- Ta.- mruknął cicho w odpowiedzi Remy. Uniósł wzrok na potężną postać mężczyzny. Nie wiedzieć czemu, nigdy mu nie ufał. Zdawał się dziwnie obcy oraz nieprzewidywalny.
- Ma spotkanie. Szef kazał ją doprowadzić do klienta. Harold... - Tutaj spojrzał znacząco na Remy'ego.
Ten zdawał się nie reagować, a cz w głębi wył z wściekłości. Jak śmiała! Obiecała... Już nigdy... Piaskowe oczy zwęziły się niebezpiecznie. Rzucił krzesłem o ziemię w trybie ekspresowym. Nie zezwoli, by ktokolwiek dotykał jego miłości!
Argentyńczyk patrzył na to znudzony. Skąd wiedział...? Nie pierwszy raz widział ten dramat w Moulin Rouge. Wcześniej była Cherry, malutka wisienka. Piękna blondyneczka, Oceana. Teraz Chantal... Czy znów skończy się tak, jak zwykle? Miał szczera nadzieję, że nie. Muzyk nie był niczemu winny, czarnulka też. To polityka, ambicje... To wszystko sprawiło, iż wariowali. Ilu z nich cieszyło się samym występem, tańcem bądź śpiewem? On? I kto jeszcze...? Prostytutki ze slumsów? Ironio... Świat pędzi ku samozagładzie. A miał nadzieję, ze chłopak wykaże się chociaż lekkim pomyślunkiem. Odwrócił się, zawiedziony. Jego nogi same ruszyły w kierunku sceny, gdzie oto uczono dwie młode panny tanga.
- Źle! - ryknął mężczyzna, wskakując na podest.

Wściekłość w nim buzowała. Jak Chantal śmiała?! Zdradziła go, zdradziła go teraz! Gdy była już jego narzeczoną, ukochaną kobietą, jedyną w jego życiu! Pisał dla niej pieśni, sztuki, wielbił ją i obsypywał kwiatami. Nie, nie, nie...! To tak się nie skończy...
Zakręcił, wbiegając po schodach. Hotelik przy kabarecie jawnie krzyczał, jaką rolę spełnia. Och, słodka namiętności! Tutaj miłosne gry zmieniały się w miłosną sztukę, tylko dla wybranych. I tu, najpiękniejsza kurtyzana zabawiała Swego nowego pracodawcę, w myślach jednak szukała wymówki dla Swego ukochanego. Remy się wścieknie... Chociaż, nawet nie zdążyła dokończyć Swej myśli.
Blondyn wpadł do pokoju, wyrzucając z zawiasów trzecie drzwi z kolei. Widząc, co się dzieje, jego szare ślepka zmrużyły się niebezpiecznie. Harold poderwał się z łoża, ostając jedynie w bieliźnie. Chantal w panice okrywała Swe ciało pościelą. Satyna znów stała się dziwnie chłodna, wręcz mrożąca. Dostała gęsiej skórki.
- Remy... - szepnęła cicho, a jej błękitne tęczówki zaszły mgłą. Szkliste łzy zbierały się w kącikach oczu, by zaraz spłynął po policzkach, ostawiając na nich mokre ślady. - To nie tak...
Łup! Blondyn uderzył pięścią o ścianę. Policzki nabrały odcieni karminu, a wściekłość w nim buzowała. Harold uniósł dłoń, by coś powiedzieć, acz nie dał rady. Wrzask Remy'ego zagłuszył wszystko. Nawet i na dole, Argentyńczyk ćwiczący tango z Niną, uniósł na chwilę spojrzenie w kierunku okien.
- Okłamywałaś mnie! Okłamywałaś mnie przez cały czas! Pisałem dla Ciebie pieśni, muzykę dla Twego tańca i śpiewu, wiersze... Wszystko z miłości, specjalnie, dla Ciebie... - stęknął nagle, jakby nie mając już sił. Patrzył na nią, na jej twarz, na jej oczy... Była jego, kochał ją, robił dla niej wszystko. A jednak nadal... Sprzedawała się. Czyżby pieniądze były ważniejsze?
Chantal wstała, okryta jedynie cieniutką narzutą. Szła wolno w kierunku ukochanego, stąpając po miękkim, puchatym dywanie. Policzki mokre od łez oraz drżące ramiona. Obraz rozpaczy.
- Ukochany...
- Nie! - Tym razem ryknął Harold, równie czerwony. - Miałaś być tylko moja, moja...! Nie jego, tego obdartusa ulicy, dla którego liczy się jedynie pióro i kartka... - syknął, targany zazdrością i gniewem. Och, ależ miał ochotę rozszarpać tego gnoja. Chantal ma być jego, tylko jego...! Naciągnął na siebie spodnie oraz narzucił koszulę, ruszając w ich kierunku. Czarnulka wciągnęła przerażona powietrze, z wolna kręcąc głową. Wszystko zepsuła! Chciała być aktorką, a cena, jaką zapłaciła, była za wysoka. Przerosła ją.
Remy zmrużył Swe zimne oczy, obserwując mężczyznę. Skrzywił się lekko, kręcąc głową.
- Kim jesteś, by mówić jej, że jest Twą własnością...?
- Zamknij pysk, parszywcu. Jak myślisz, kogo wybierze biedna kurtyzana? Obdartusa z piórem czy ukochanego z pieniędzmi?
Dziewczyna przegryzła dolną wargę, wpatrując się w blondyna. Też z godnością uniósł głową, z wolna spoglądając w otchłań jej akwamarynowych ślepi.
Kogo wybierasz...?
Tak proste pytanie, tak trudna odpowiedź... Aktorka. Ukochany. Sława. Remy. Godne życie. Życie nez kłamstw i obłudy.
Odsunęła się gwałtownie, wybuchając głośnym płaczem i padając na kolana. Pisarzowi ściskało serce, ale nie ruszył się ni milimetr. Ciągle zimnym spojrzeniem obdarzał Swą wybrankę serca, która teraz sprawiała, że on sam nie wiedział... Czy nadal ją kocha? Czy nadal może jej ufać?
Tak bardzo chciał...
Harold zaś rzucił się ku niej, otaczając ramieniem, niczym anioł stróż. Szeptał do jej uszka słodkie słowa, pocieszenie oraz nadzieję. Może rzeczywiście? Może... warto...?
- Remy... - zaczęła z wolna, unosząc głowę. Potargane loki opadły na jej twarz, a pełne usta ozdobione były krwawymi śladami zębów. Przerażona, chciała coś jeszcze powiedzieć. Acz pisarz już wiedział.
- Milcz... Nie jestem Ci nic winny, żałuję, że zakochałem się w dziwce... - szepnął głosem tak przesączonym żalem i smutkiem, goryczą oraz tęsknotą... Odwrócił się i wyszedł.
Możny Pan uśmiechnął się sam do siebie. Przyciągnął do siebie Swego anioła. Czarnulka siedziała na dywanie, w szoku, nie mając nawet sił otrzeć łzy. Już? Tyle? Skończyło się? Czemu, dlaczego, jak mogła go tak zostawić? Nie wierzyła, nie mogła w to uwierzyć.
- Nie płacz, Chantal. Od dzisiaj nie będziesz już dziwką. Będziesz moją żoną, sławną aktorką... - mruknął głębokim barytonem.
Błąd. Nie będzie dziwką? Była nią cały czas i zostanie nią, jeśli zostawi Swego ukochanego teraz. Wyrwała się z objęć Harolda. Spojrzała na niego wzrokiem zawistnym i krzyczącym jawnie: Nienawidzę Cię!
Wyleciała na korytarz, jedynie z narzutą, która furkotała za nią niczym srebrne morze w nocy. Jest, widziała go! Wtuliła się w plecy blondyna, ze szlochem. Objęła go mocno, mocniej niżeli zazwyczaj mogła. Nie puści go, nigdy... Ten odwrócił się, spoglądając na nią. Mała Chanti, jego diament. Który obiecał chronić.
- Wybacz mi, Remy, wybacz... - wyjąkała dziewczyna, wtulając się w jego tors. Łzy zmoczyły jego białą koszulę, paznokcie kurtyzany wbijały się w jego plecy. Ale wiedział, że jest, ze będzie. Że naprawdę nie chciała.
- Wybaczam... A i Ty wybacz memu zachowaniu... - szepnął cicho, czując, jak złość z niego uchodzi. Mała czarnulka znów była jego. I tym razem nie popełni błędu.
Harold wypadł z pokoju, wściekły.
- Ty! - ryknął głosem tubalnym – Ty! Jak śmiałaś?!
Zrobiła z niego idiotę. Kretyna, napalonego sukinsyna, któremu w głowie tylko erotyczne igraszki w łożach Moulin Rouge. Nie wybaczy tego nikomu, nigdy, za żadne skarby! Wyciągnął zza paska broń. Pistolet uniósł w górę.
Strzał.
Krzyk dziewczyny.
Krew mężczyzny.
Remy padł na ziemię, trzymając się na brzuch. Zrobiło mu się zimno, a ciemniejące plamki przed oczyma robiły się drażniące. Chantal padła na kolana, unosząc głowę blondyna w górę.
- Remy... Remy! Błagam Cię, nie teraz, nie tutaj, nie... Nie możesz umrzeć. - szlochała, szalejąc z rozpaczy. Los się na nich uwziął? Dzisiaj wszystko szło nie tak, ale śmierć... Nie może! - Błagam Cię, proszę... - wtuliła twarz w jego zagłębienie na szyi.
- Obiecaj mi... - wypowiedział cicho te słowa pisarz – Obiecaj mi, ze nigdy nie trafisz w jego ręce...
- Remy...
- Obiecaj... - poprosił, unosząc powolnie dłoń w kierunku jej policzka. Musnął go palcami, z lekkim uśmiechem. Piękna jak zawsze, diament kabaretu, jego anioł...
- Obiecuję. Na zawsze. - odparła, przytrzymując jego dłoń.
Ogień w jego oczach zgasł. Chantal szlochała jak najęta. Jej ukochany właśnie zmarł.... Chroniąc ją, chociaż nie zasługiwała.... A ten... Ten gbur... Ten... Człowiek... Nie, to nie mogła być prawda. Uniosła błękitne tęczówki na Harolda, kręcąc głową. Wstała z wolna, na chwiejnych nogach. Ten zaś, zszokowany, oparł się ramieniem o ścianę, ciężko oddychając. Zabił człowieka. Zabił tego, którego nie chciał tak naprawdę zabijać. Zastraszyć. Tak, zastraszyć. Nie zastrzelić... Patrzył, jak kurtyzana podchodzi do niego. Widział ból i żal w jej oczach. Nie chciał, on naprawdę nie chciał!
Chantal wyjęła broń z jego dłoni. Z szaleństwem oraz żalem uniosła ją na wysokość jego oczu. Karminowe usta wypuszczały powietrze, serce szalało w piersi:
- Żegnaj – szepnęła.
Kolejny strzał. Trzecie oko, dziura zionąca nicością w głowie możnego. Zsunął się po ścianie, barwiąc ją czerwienią. Czarnula pozbierała się szybko, wyrzuciwszy pistolet. Łzy znów pociekły po jej policzkach. Uciekła do pokoju, widząc krew na swych dłoniach oraz szaleństwo w głowie.

Argentyńczyk wszedł po schodach, a widząc dwa trupy, pokręcił zasmucony głową. Przeszedł nad nimi, kodując sobie w myślach, ze musi zadzwonić na policję. Co jak co, brak możnego na pewno ktoś zauważy. Choćby jego służba. Smutniejszy widok czekał jednak na niego w pokoju. Chantal, skulona, pod narzutą, łkała jak najęta. Zamknął drzwi i objął ją delikatnie. Ściągnął satynę z jej główki, opierając o nią jego czoło. Ciepłe powietrze otuliło jej polik, po którym spływały łzy.
- Co ja mam robić? - szepnęła, prawie niedosłyszalnie.
- Nie wydam Cię. - odparł mężczyzna – Acz musisz uciekać. Ubieraj się, mała. - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. Piękne oczęta kurtyzany spojrzały na niego przerażone. Uciekać? Gdzie? Na ulicę? Czy tak kończyła się jej wielka kariera? Podniosła się jednak z łoża.
- Idź mała, pozbieraj Swe rzeczy.

Cisza. To witało teraz wędrowców, wpadających do Moulin Rouge. Mężczyzna stał przy wyjściu, czekając na czarnulkę. Czas się pożegnać. Na zawsze. Usłyszał kroki. Obcasy stukały o posadzkę. Chantal trzymała w rękach torbę z ubraniami. Przejęcie na twarzy było aż za widoczne. Podeszła do niego wolno, niepewnie. Argentyńczyk rozejrzał się.
- Idź szybko na stację. Wyjedź gdzieś nad nabrzeże. Tam Cię nie znajdą.
- Dobrze. - szepnęła, jakby w ogóle nie pojmując słów tancerza. Pękło coś. Coś, co nazywała Swoim światem. To, co było dla niej najważniejsze. Chciała, by się zmieniło, by było tak jak dawniej. Acz nie można było już nic zmieniać. Zabiła człowieka, który ukatrupił jej ukochanego. Straciła wszystko.
Przytuliła mocno Argentyńczyka, który jedyny pozostał przy niej. Objął ja jedną dłonią, wzdychając ciężko. Aniołek znowu upadł. Trzeci... Czy nad tym kabaretem ciążyło fatum?
- Uciekaj mała, uciekaj, póki nie będą boleć Cię nogi. Nie oglądaj się, nie wracaj myślami tu, do Moulin Rouge. Nigdy tu nie byłaś. Nie jesteś Chantal, Diamentem i Aniołem. Jesteś bezimienną, uciekinierką. Idź już... - zażądał, lekko ją odpychając.
Beznamiętna twarz dziewczyny przytaknęła. Zbiegła po schodach, znikając za zakrętem. Znów oparł się o framugę. Nina, czarnowłosa tancerka, podeszła do niego, opierając policzek o jego silne ramię. Zmrużyła mocno wymalowane oczka, przegryzając dolną wargę:
- Da sobie radę?
- Nie wiem. Musi uciekać. Będzie uciekać. Całe życie... Aż się zabije...
Tancerka westchnęła i objęła jego rękę mocno, zasmucona faktem. Lubiła tą małą, acz trudno... Zabicie człeka nie mogło obejść się płazem. Szkoda też jej Remy'ego. Niczym nie zawinił...
- Nigdy nie zakochuj się w kobiecie, która się sprzedaje... - mruknął cicho Argentyńczyk. Odwrócił się na pięcie i odszedł, ostawiając Ninę samą...
Cisza. Moulin Rouge pokryło się cieniem żałoby. Cisza.
Uciekaj, aniele...

_________________
<center>.G H E T T O E L E C T R O.
Stop this Monster!


??????? ???????? ????????

No matter how many deaths that I die, I will never forget.
No matter how many lifes that I live, I will never regret.



There is a fire inside of this heart and a riot about to explode into flames.
Where is your
G o d? Where is your G o d? Where is your G o d?!


{...}I DON'T WANNA BECOME THE FUCKIN' GARBAGE LIKE YOU.{...}


||THE reverse side of beauty it dyed by beloved FILTH. ||
</center>

Avatar (c) Levis


Ostatnio zmieniony przez Amarth Shetani SkoirArato dnia Nie Paź 25, 2009 11:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Nuko
Samotnik
Mistrz Gry
<b>Samotnik</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 23 Lip 2009
Posty: 2487

PostWysłany: Nie Paź 25, 2009 9:30 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kto się zaśmieje, temu miecz w gardło.
Wiem, wiem, śmieszna objętość, brak Weny, brak umiejętności. To już wiem. Jeśli chcecie skomentować, napiszcie coś więcej.

Ucieczka. Oto, co zaprzątało głowę młodej kobiety. O tym, iż jest nieposuniętą w latach kobietą mówiły kształty jej ciała, choć zasłonięte szczelnie grubym, czarnym płaszczem. Mówiła to także jej fryzura. Włosy wypływały spod kaptura długimi falami, początkowo krucze, jednak na długość małego palca przed końcami zmieniały barwę na śnieżną biel. Siedziała owa niewiasta na kamiennej posadzce, gdzieniegdzie usianej strzępami siana czy błotnistym odciskiem stopy strażnika. Otaczały ją cztery ściany, które, na jej upodobania – były stanowczo zbyt blisko siebie. Co innego sufit – ten wznosił się ku górze, jakby szydząc z niej. „Gdybyś tylko miała skrzydła. Gdybyś mogła mnie doścignąć”. Dlatego nieczęsto unosiła wzrok. Pod ścianą stała wąska prycza, obrzucona słomą. Jej posłanie. Usłyszała uderzenie silnej pięści o kraty. Podniosła się więc z ziemi, majestatycznie, jakby kroczyła ukochaną leśną ścieżką, nie drobiła kroki w skandalicznie ciasnej przestrzeni lochu. Wysoki but do jazdy konnej natrafił na pozostawione przez poprzednich więźniów nieczystości. Wzdrygnęła się lekko z obrzydzeniem. Choć pozostawała tu już tyle dni, wciąż zachowywała się jak księżniczka na zamku, pani na dworze. Nie, żeby brzydziła się wszelkiego brudu, ale zwracała zawsze szczególną uwagę na swój ubiór. Nieważne. Faktem było, iż musiała stąd uciec. Jednak.. Jak? Odebrała od strażnika kubek wody i pół bochenka czerstwego chleba. Ten zaś wpatrywał się w nią jak zaczarowany. Był to rosły chłopak, acz młody. Straż przy tej kobiecie pełnił po raz pierwszy. Zdumiał się więc jej urodą, jak każdy jego poprzednik. Hardo patrzyły ku niemu krwistoczerwone oczy, skórę miała niemalże białą, zaś rysy szlachetne. Wyraz jej twarzy mówił „Odejdź, nim stracisz swe życie”. Stał tam, gotów odsunąć się, spełniając niemą prośbę. W tej jednak chwili dziewczyna odsunęła długą grzywkę, wpadającą jej do oczu. Niechcący zrzuciła przy tym wiecznie noszony kaptur. Chłopak zachłysnął się. Uszy jego więźnia bowiem zwężały się ku górze, nie pozostawiając żadnych wątpliwości. Była Eflką.

Wieczór. Z korytarza dochodziły ciche głosy strażników, spacerujących wzdłuż cel. Klucze brzękały przy pasach, buty uderzały o przypadkowe przedmioty pozostawione na ziemi przez anonimowych właścicieli. I nagle drzwi celi otworzyły się. Wepchnięto przez nie młodego mężczyznę, o twarzy owiniętej czarnym suknem, jakby chustą. Zmrużyła ślepia, patrząc na młodzika z niechęcią. Kolejny współlokator. Ehh, niechże sobie będzie, ale ona nie zwróci na niego uwagi. Co to to nie. Do tego się zniżać nie będzie. Uśmiechnęła się zimno, kryjąc ślepka pod długą grzywką. Skuliła się na pryczy, kolana przytuliła do piersi. Sprawiała wrażenie zniechęconej życiem i słabej. Lecz nic bardziej mylnego. Chłopak zatoczył się, padł na podłogę. Ten długo nie wytrzyma przeszło jej przez myśl. Rozpaczać po nim nie będzie, to na pewno. Rzuciła mu ironiczny uśmieszek, który jednak zamarł jej na ustach, gdy dostrzegła oczy owego nieznajomego. Fiołkowe, lśniły dziwacznym blaskiem. To nie były oczy zwykłego człowieka, ona wiedziała to bardzo dobrze. Odważyła się pokazać twarz, odsunęła włosy niedbałym gestem.
- Vendui. Jak brzmi twe imię?
Chwilę patrzył na nią bezradnie, jednak wreszcie postanowił odpowiedzieć.
- Nie mam żadnego. Jeśli musisz się do mnie zwracać, mów Ast.
Kiwnęła głową. Nie zamierzała zdradzać swego miana.

Kilka dni zajęło jej poznanie mężczyzny, jednak było warto. Wiedziała o nim wszystko to, co było potrzebne. Posługiwała się zaś swymi danymi z taką zręcznością, że nie wyjawiła mu nic ponad to, czego sam się domyślił. Jedno mieli wspólne: pragnienie ucieczki. Siedzący pod ścianą Ast uśmiechał się krzywo, poruszając palcami nad rozwartą dłonią. Po chwili w lochu zapłonął zimny, błękitny ogień. Dziewczynie odebrało mowę. Jednak było coś, czego jej nie powiedział. Mag. A to ciekawe. Zastanawiało ją.. Jak dobry. A nawet, jeśli był partaczem, wątpliwe, by działał w pojedynkę. Słyszała jego opowieści, wiedziała, że nie był samotnym wilkiem. Czekała więc cierpliwie. On jednak wydawał się wybitnie nierozumny. Musiała więc ubrać to w słowa.
- Aaaaast..?
- Tak? - rozległo się pod ścianą.
- Myślisz czasem o.. ucieczce?
Usłyszała jak wciągnął oddech. Zmrużyła ślepia, ciekawa odpowiedzi. Jeśli jakąś otrzyma. Mężczyzna westchnął.
- Wiedziałem, że spytasz prędzej czy później. Bezbronna dziewczyna w lochach musiała o tym myśleć..
Poczuła nieodpartą chęć uderzenia współlokatora. Ja ci dam bezbronną dziewczynę, krzyczało w niej wszystko. Gotowała się, jednak nie powiedziała słowa. Lepiej się nie zdradzać.
- Dziś w nocy.
Głośno wciągnęła powietrze. Dziś w nocy? Będzie ciekawie, nie ma co.

Nie zadawała pytań, milczała, jak jej polecił. Czekała. On majstrował coś przy drzwiach, cegłach w ścianie.. Nie zwracała na to uwagi. No, ruszaj się. Ruszaj, nim ktoś się zainteresuje, co robisz! Jednak on z lubością przeciągał tę chwilę. Rozkoszował się każdym jednym brzękiem. Wkrótce jednak dało się słyszeć pojedynczy trzask. Byli wolni. Ruszyli po korytarzach, rozglądając się. Dziewczyna co chwilę rzucała Ast'owi poirytowane spojrzenia. Jak ten gość ją wkurzał.. Stłumiła warknięcie. Na każdym kroku pokazywał swoją wyższość. A jednak było w nim coś.. Coś, co kazało pozostać przy nim na każde wezwanie. Nawet szedł w dziwacznie pewny sposób..

Zastanawiało ją coś jeszcze. Nie spotkali ani jednego, ani nawet pół strażnika. Gdzie ich wywiało? Ale nieważne. Wiedziała jedno. Po takim czasie w niewoli wreszcie powróci do lasu, do swojego życia. Uśmiechnęła się. Byli coraz bliżej wyjścia. Podnieśli porzucone przez kogoś noże i miecze, nie zatrzymali się jednak. Za duże ryzyko. Tak też dotarli aż do bramy głównej. I na zewnątrz.. Ast już odwrócił się do niej, oczekując oklasków i pieśni pochwalnych, jednak..
- Kha..a..a.. - wydobyło się z jego ust, ukrytych za tajemniczą chustą. Wpatrzył się z przerażeniem w ostrze przeszywające jego pierś. I dłoń, trzymającą trzonek. Skórzana rękawica bez palców, blada cera.. Uniósł wzrok. Dziewczyna z szalonym uśmiechem mordercy przyglądała mu się.
- Żegnaj, Ast.. - szepnęła. I odbiegła w ciemność. Uciekła. Od pierwszego towarzysza walki. Ucieczka.. Całe jej życie było ucieczką. Ucieczka..

_________________
<center>[url=http://www.youtube.com/watch?v=kO4BF67pvsc&feature=player_embedded]

We had joy, we had fun, we had seasons in the sun

But the hills that we climbed

Were just seasons out of time.



All our lives, we had fun, we had seasons in the sun

But the stars that we reached were just starfish on the beach.



Mój kolor moderowania - #9966CC
</center>

Avatar (c) Kira-immoral
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Shun
Archanioł
Mistrz Gry
<b>Archanioł</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 01 Paź 2009
Posty: 3662

PostWysłany: Pon Paź 26, 2009 8:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

To ja pierwsza ocenie tutaj o ile można...

Shetani:

Sheeet, Sheet i jeszcze raz Sheeeeeeeeeet. Dlaczego nie jesteś jakimś pisarzem, twórcą książek? Weź ty z tego swego opowiadania zrób prolog i napisz mi książkęęęę. *,-,* Chętnie przeczytałabym więcej takich czegoś. O.o Koocham. <wiem że przesadzam ale rozwala mnie z wrażenia. ta praca mnie zastrzeliła.>

Blood vel Nuko:
Fajny motyw i ogólnie sceneria tylko jakieś to krótkie jest. Ale i tak Kooooocham.

_________________
<center>


Avatar (c) daanzi
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Felija
Wojownik
Mistrz Gry
<b>Wojownik</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 7330

PostWysłany: Pon Paź 26, 2009 8:30 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na pierwszy ogień pójdzie Shetani.

No to tak. Praca jest zachwycająca. Barwne opisy, napięta akcja, świetnie zarysowane postacie. Rozmiar również jest odpowiedni - ani za długa, ani za krótka. Nawiązanie do tematu - na początku nie było żadnego, jednak to, że dałaś go później, to żadne uchybienie. To teraz minusy. Mogłaś więcej napisać o tym, co działo się przed akcją właściwą. Taki jeden dzień z życia Chantal, jakieś rozwinięcie wątku jej związku. Znalazłam kilka literówek, poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń.

Blood - tutaj nawiązałaś do tematu od samego początku. Postać tajemniczej dziewczyny, która niestety okazała się elfką (ile ja już ich widziałam w literaturze?), jest całkiem ciekawa. Lepiej by było, gdyby była zwykłą dziewczyną. Zastanawiało mnie, dlaczego została uwięziona. No i się dowiedziałam, może nie wprost, ale zawsze. Za to plus, denerwuje mnie, gdy ktoś zostawia niedokończone wątki. Zaskakujące zakończenie. Co mi się jeszcze podobało... A, tak. 'Rozmowy' ze ścianami. ;3
Minusy. Tutaj jest jeden, zasadniczy - długość! Mogłaś to bardziej rozwinąć, dać więcej opisów, dodać jakieś wątki poboczne. Choć i tak nie mam się zbytnio o co czepiać, sama nie napisałabym lepszego opowiadania. xp


Reasumując, oddaję głos na Shetani.

PS Shun, mam rozumieć, że Twój głos również ląduje u Shet? ; p


Edit:

A tak w ogóle.

<center>Głosujcie!</center>
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Shun
Archanioł
Mistrz Gry
<b>Archanioł</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 01 Paź 2009
Posty: 3662

PostWysłany: Pon Paź 26, 2009 8:33 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jasne że bym zagłosowała na Sheet<ja chcę więcej twoich praac>, ale trzeba wspierać słabszych. <moje wewnętrzne dobro, oho>

Mua głos idzie na Blood vel Nukoś.

_________________
<center>


Avatar (c) daanzi
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ate
Samotnik
<b>Samotnik</b>


Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 4859

PostWysłany: Pon Paź 26, 2009 8:44 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fascynują mnie obie pracze, aczkolwiek głos oddaję na Shet.
_________________
<center>[size=24:7a6df93788][color=#669966:7a6df93788]A[/color:7a6df93788] [color=#99cc99:7a6df93788]t[/color:7a6df93788] [color=#006600:7a6df93788]e[/color:7a6df93788][/size:7a6df93788]</center>
<center>[img:7a6df93788]http://i41.tinypic.com/1h6li8.png[/img:7a6df93788]</center>
<center>[size=9:7a6df93788][color=#669966:7a6df93788][i:7a6df93788]Wstrzymuj?c[/i:7a6df93788] te [u:7a6df93788]zimne[/u:7a6df93788] ?zy[/color:7a6df93788]
[color=#006633:7a6df93788]Gdy [i:7a6df93788]nadejdzie[/i:7a6df93788] czas[/color:7a6df93788]
[color=#006600:7a6df93788]B?dziesz [i:7a6df93788]szuka?[/i:7a6df93788] [u:7a6df93788]?wiat?a[/u:7a6df93788] i otworzysz [i:7a6df93788][u:7a6df93788]ciemno?ci[/u:7a6df93788][/i:7a6df93788][/color:7a6df93788]

[color=#99cc99:7a6df93788]?piewaj?cy [i:7a6df93788]szkar?atny[/i:7a6df93788] g?os[/color:7a6df93788]
[color=#339966:7a6df93788]Powoli [u:7a6df93788]barwi[/u:7a6df93788] tw? [i:7a6df93788]pier?[/i:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#009966:7a6df93788]Tak jak [i:7a6df93788]wieczna[/i:7a6df93788] [u:7a6df93788]t?skonota[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#66cc66:7a6df93788]Ku tak szybko znikaj?cej [i:7a6df93788]melodii[/i:7a6df93788][/color:7a6df93788]

[color=#669966:7a6df93788]W jasnej [i:7a6df93788]ciszy[/i:7a6df93788] [u:7a6df93788]nieba[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#006600:7a6df93788]jest mój [u:7a6df93788]ogród[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#339966:7a6df93788][i:7a6df93788]Pewnego dnia[/i:7a6df93788] w ko?cu dosi?gniesz innego [u:7a6df93788]brzegu[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]

[color=#99cc99:7a6df93788]Nocna [i:7a6df93788]ciemno??[/i:7a6df93788] strzeg?ca [u:7a6df93788]ksi??yca[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#006633:7a6df93788]Szepcze wci?? [i:7a6df93788]ko?ysank?[/i:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#66cc66:7a6df93788]Dopóki oczy nie [u:7a6df93788]p?acz?cego[/u:7a6df93788] ju? [i:7a6df93788]dziecka[/i:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#006600:7a6df93788]Nie [i:7a6df93788]wype?ni? si?[/i:7a6df93788] [u:7a6df93788]snami[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]

[color=#339966:7a6df93788][i:7a6df93788]?egnaj[/i:7a6df93788], poniewa? wi?ciej si? [u:7a6df93788]nie zobaczymy[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#669966:7a6df93788]Czuj? [u:7a6df93788]pustk?[/u:7a6df93788] w piersi, jak gdyby noc [i:7a6df93788]pozbawi?a mnie[/i:7a6df93788] serca[/color:7a6df93788]

[color=#669966:7a6df93788]W jasnej [i:7a6df93788]ciszy[/i:7a6df93788] [u:7a6df93788]nieba[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#006600:7a6df93788]jest mój [u:7a6df93788]ogród[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]
[color=#339966:7a6df93788][i:7a6df93788]Pewnego dnia[/i:7a6df93788] w ko?cu dosi?gniesz innego [u:7a6df93788]brzegu[/u:7a6df93788][/color:7a6df93788]

[color=#99cc99:7a6df93788]Po [i:7a6df93788]w?skiej[/i:7a6df93788] drodze...[/color:7a6df93788][/size:7a6df93788]</center>

<center>[size=9:7a6df93788][i:7a6df93788]Moja barwa darcia g?by na innych = [color=darkorchid:7a6df93788]darkorchid[/color:7a6df93788][/i:7a6df93788][/size:7a6df93788]</center>

Avatar (c) KujonekZombiiVitri || ftourini-d48ubt0
Logo (c) Numizmat || allonkira
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Triffe
Gość





PostWysłany: Sro Paź 28, 2009 7:00 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A co się będę rozpisywać, kiedy wady i zalety obu opowiadań wymieniły już osoby nade mną?
Głos na Shetani.
Powrót do góry
Fallen
Gość





PostWysłany: Sro Paź 28, 2009 7:07 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hm, jakoś opowiadanie(czy czym to można nazwać) Shetani mi jakoś bardziej przypadło do gustu.

Oddaję głos na Amarth.
Powrót do góry
Arham
Samotnik
<b>Samotnik</b>


Dołączył: 13 Lis 2008
Posty: 2437

PostWysłany: Nie Lis 01, 2009 12:28 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czas na krytykę, bo niemal tylko to potrafię.

Będę inna i zacznę od Blood.
Opowiadanie ogólnie niezłe, lecz brakuje mi tu jakiejś konkretnej fabuły, czegokolwiek na kształt. 'Musi uciec, poznaje gościa, ucieka z nim i go zabija.' Trochę bez sensu. Dlaczego została uwięziona (tak jak Kew pisała - można się domyślać... morderstwo?)? Gdzie itd? Ale ogólnie nieźle (sama napisałabym na pewno gorzej, ale ja jestem dziwna, dobra, nvm).

Now Shet.
Dość wciągające. Akcja ciekawie się rozwija, ma jakąś fabułę. Krótko: podoba mi się. Zgodzę się z Shun - mogłabyś napisać książkę, a to mogłoby być prologiem. Z własnego doświadczenia wiem, że to jednak wymaga chęci, czasu i weny (czego mi od dłuższego czasu brakuje). Literówki są, fakt, acz niewiele ich widziałam (nawet jak na opowiadanie).

I'm voting for Shet.


//Brzmię nieco jak Kew? Cóż, kto z kim przystaje takim się staje...

_________________
<center></center>

Avatar (c) 19sheri93
Logo (c) Basheerah
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Naila
Gość





PostWysłany: Pon Lis 09, 2009 6:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ja głosuję na Shet.Krótko i na temat:
Wciągające.Niezła fabuła.

Blood:
Ja mam to samo.W 4 klasie miałam problem z stylem i mistrzynią w ortografii.Teraz w 5 jest odwrotnie:kuleje z orto a mistrzyni ze stylu.Nawet pani od polaka zażądała bym chodziła na kółko redakcyjne bo mi się nie chce pisać i musi na mnie naciskać.Nie chciało mi się do końca czytać ale trochę nudne
Powrót do góry
Triffe
Gość





PostWysłany: Sob Gru 05, 2009 2:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hej ho, jest tu kto?
Powrót do góry
Nuko
Samotnik
Mistrz Gry
<b>Samotnik</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 23 Lip 2009
Posty: 2487

PostWysłany: Sob Gru 05, 2009 5:19 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie ma. Przytaknijmy zwycięstwu Shet i dajemy dalej. :3
_________________
<center>[url=http://www.youtube.com/watch?v=kO4BF67pvsc&feature=player_embedded]

We had joy, we had fun, we had seasons in the sun

But the hills that we climbed

Were just seasons out of time.



All our lives, we had fun, we had seasons in the sun

But the stars that we reached were just starfish on the beach.



Mój kolor moderowania - #9966CC
</center>

Avatar (c) Kira-immoral
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 11 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 10:52 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Felija
Wojownik
Mistrz Gry
<b>Wojownik</b><br><i>Mistrz Gry</i>


Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 7330

PostWysłany: Sob Gru 19, 2009 4:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ogłaszam uroczyście, że wygrała Amarth Shetani, która otrzymuje 5 PD oraz wpis do profilu, że wygrała tą edycję pojedynków. Dla Blood jedna część znamienia.


A tak poza tym ogłaszam kolejny konkurs. Zgadnijcie jaki? Ha, powiem wam. Plastyczny! Technika dowolna, nie obchodzi mnie, czy to będzie Paint, PhotoShop, ołówek, pastele, wydzieranka czy figurka z masy solnej. Tradycyjnie temat podam, gdy już wybiorę osoby (zgłaszajcie się do mnie na pw, czekam tydzień). Na zrobienie pracy macie dwa tygodnie liczone od czasu, kiedy podam temat.

No to... Do dzieła.

_________________
<center>
</center>
Posiadam jednorazowy karnet na ucieczk? od porwania.

Avatar (c) trinesr
Logo (c) Desevera
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Król Lew Strona Główna -> Kosz Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 16, 17, 18  Następny
Strona 1 z 18
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group